Gdzieś kiedyś przeczytałam, że wspomnienia są jak świecidełka. Każde z nich jest wyjątkowe. Nanizujesz je na nitkę, aż pewnego dnia oglądasz się za siebie i widzisz, że utworzyły długą kolorową bransoletkę...
Wpisy
Kochana Córeczko!
Dziś kończysz 2 latka. Z tej okazji składamy Ci najserdeczniejsze życzenia
Niech życie będzie dla Ciebie skrzynią skarbów,
pełną śmiechu, ciekawych przygód i cudownych doznań,
wspaniałych odkryć i magicznych chwil.
A przez wszystkie te klejnoty będzie przenikał
spokojny blask miłości!
Kochamy Cię najbardziej na świecie!
Mama i Tata
************************************************
Torba spakowana czeka. Jutro rano będę już w szpitalu. Próbowałam dziś przygotować Nadunię na moją nieobecność. Tłumaczyłam jej, że tatuś zostanie z nią cały dzień, bo mnie boli nóżka i muszę jechać do pana doktora, by mi ją zbadał. Wydaje się, że mała przyjęła do wiadomości fakt, iż mnie nie będzie (nawet tłumaczyła to dziadkom). Zobaczymy jak będzie w rzeczywistości. Tak bardzo bym chciała w piątek wrócić do domu z wynikami, które wykluczą zakrzepicę. Trzymajcie kciuki, proszę...
Jesteśmy po wizycie u ginekologa. Opisałam mu moje zeszłotygodniowe zmagania z bólem nogi, opuchnięciami itp. Diagnoza - ryzyko rozwoju zakrzepicy żył głębokich. Dostałam dobę na zorganizowanie opieki nad Dusią i przygotowanie się na pobyt w szpitalu. Jak długi? Nie wiadomo;( W czwartek rano mam stawić się na oddział. Badania pokarzą, czy to zakrzepica, czy ucisk na nerwy w okolicy kręgosłupa, spowodowany nadmiernym zatrzymywaniem wody w organizmie, co skutkuje bólem całej prawej nogi. Na szczęście z Małą wszystko ok, rośnie nawet ponad miarę. Taki mały klopsik;)
Jutro Dunia ma urodzinki. W sobotę miała być imprezka. Nijak nie uda mi się jej przygotować. Nawet nie wiem, czy będę w domu;( Nie wyobrażam sobie zostawienia Dusieńki na długi czas. Wiem, że D. i jedni i drudzy dziadkowie się nią zaopiekują. To będzie nasze pierwsze rozstanie...
Mam nadzieję, że mój lekarz "chucha na zimne". Sam powiedział, że chce mnie położyć na oddział, by sprawdzić, co jest przyczyną moich dolegliwości. Nie upiera się, że to zakrzepica, jedynie chce się upewnić na 100%, że to uciążliwe objawy ciąży, a nie zagrożenie życia dla mnie i Maleńkiej. Boję się. Tak bardzo się boję...
Częste leżenie na lewym boku i wlewanie w siebie ponad 4 litrów wody na dobę dało rezultat taki, że WC odwiedzam średnio co 20 minut, ale i opuchlizna z nóg znacznie zeszła, a i prawa kończyna przestała mi dokuczać. Jednak żebym nie miała za fajnie pojawił się kolejny problem. Już wczoraj późnym wieczorem czułam, co się święci;/ Dziś rano obudziłam się z opryszczką na ustach. Zaraz zadzwoniłam do mojego ginekologa. Uspokoił mnie nieco, że nie jest to po raz pierwszy w życiu i dlatego me dziecię jest chronione przeciwciałami, które mój organizm zdołał wytworzyć w czasie poprzednich ataków wirusa, ale mimo to mam stracha ogromnego. Maleńka już tyle razy musiała walczyć z moimi infekcjami;/ Dwa przeziębienia (na szczęście obyło się wówczas bez leków i pomogły domowe sposoby), a teraz opryszczka;( Martwię się ogromnie, czy to jej nie zaszkodzi. Lekarz uspokaja, każe zmiany smarować Vratisolinem i zachować maksimum ostrożności, by nie przenieść infekcji na narządy płciowe, a będzie dobrze. Trzymam się kurczowo jego zapewnień i staram się nie popadać w panikę...
Nie chorobowo, przeziębieniowo, ale źle;( Od kilku dni strasznie puchną mi nogi. Prawa boli niemiłosiernie. Ból ciągnie się od pośladka aż po kostkę, całą nogę mam sztywną, najmniejszy ruch sprawia mi kłopot. Nabieram ogromne ilości wody. Z dnia na dzień robię się cięższa i to ponad normę. Ostatnio w ciągu 4 dni na plusie 2 kg. Zdecydowanie za dużo. Wiem, że to nie kwestia objadania się, bo staram się dietę trzymać. Do tego Dusia jakby się czegoś nałykała, powera ma ogromnego i chwili w spokoju nie usiedzi. Ciągle jest w ruchu, pomysłów ma tysiąc na minutę. I wstyd się przyznać, ale nie nadążam;( Teraz się przyznam jeszcze do czegoś, wredna matka zw mnie, bo zamiast organizować czas córce, sadzam ją przed Tv i bajki oglądamy. Wówczas moje nogi mają chwilkę wytchnienia i odpoczynku. We wtorek idziemy na wizytę kontrolną. Zobaczymy, co powie lekarz. Mam nadzieję, że to nic poważnego...
Dunia tłumaczy coś zawzięcie mężowi, a im dłużej to robi, tym większe stają się oczy mojego D. W końcu mówi do Dusi:
:)))
A tak poza tym byłam dziś na badaniach. Takie tam standardowe, będąc w ciąży w końcu trzeba, prawda? I co? I już nie było tak śmiesznie. Poszłam do przychodni prywatnej, gdzie laboratorium DIAGNOSTYKA podnajmuje gabinet. Prywatniej, bo mój ginekolog też prywatnie przyjmuje, wszelkie skierowania na badania mam odpłatne, więc nie było sensu siedzieć w mojej przychodni, gdzie musiałabym spędzić pewnie co najmniej godzinę we wspólnej poczekalni z chorymi. Mówię do pani rejestratorki, że chcę zrobić ogólne badanie moczu, morfologię i odczyn Wassermana. Pani szybko zaznacza krew i mocz, i zawzięcie szuka kolejnego kodu na odczyn WR. No i kłopot, bo oni czegoś takiego nie robią, albo inny skrótowy kod badania mają. Że co? - pytam. Myślałam, że poszczególne laboratoria to tylko różnią się normami wyników, bo wiadomo, że na różnych odczynnikach pracują to i normy mogą być różne. A tu się okazuje, że nasza służba zdrowia i na tym polu szwankuje. Chore po prostu. Skoro nazwy morfologia, mocz, aspat, alat, krzywa cukrowa itp. są wystandaryzowane dla wszystkich laboratoriów, to dlaczego część badań mają pod różnymi nazwami? Pani dzwoni do jednej koleżanki, potem drugiej, żadna nie wie, jakim skrótem oznaczyć owo badanie. A skoro nie wiedzą, to nie mają też pojęcia, jak mi rachunek wystawić i ile mam zapłacić za badania;/ No i zonk;/ Po półgodzinnych telefonicznych naradach z pozostałym personelem dochodzą do wniosku, że to VDRL a nie WR. W końcu mogłam mieć pobraną krew. Zajęło mi to tyle czasu, ile spędziłabym w naszej przychodni. Jedyny plus to to, że nie stałam w poczekalni z chorymi, smarkającymi i kaszlącymi pacjentami...