Moje szczęścia małe dwa...
RSS
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Damy radę;)

W sobotę wybieraliśmy się do chrześniaka D. Przed wyjściem trzeba było przewinąć Dusię. Ja prostowałam sobie włosy, więc to D. postanowił sprostać temu zadaniu. Nigdy nie bronił się przed przewijaniem córki, ale od jakiegoś czasu (a dokładnie od czasu, gdy Dunia ma rozszerzoną dietę, a co za tym idzie jej kupki mają inną konsystencję i zapach), czasami woła mnie na pomoc. Okazało się, że tym razem córcia potraktowała go dużym i niezbyt apetycznie pachnącym ładunkiem wybuchowym;)))

No więc siedzę sobie w łazience, zadowolona, że mogę chwilę poświęcić swojej osobie i nagle słyszę: "O Jezus! Dusia, coś ty jadła? Fuj, nie wiem, czy dam radę" Uśmiechnęłam się pod nosem i wołam słodko do męża: "Poradzisz sobie kochanie?" Słyszę jego stłumiony głos: "Teraz o nic mnie nie pytaj, bo jestem na jednym wdechu!" Chwilę później dobiega mnie pełen dumy okrzyk: "Udało się Duśka, daliśmy radę!", co moja córcia skwitowała radosnym śmiechem;)

Tak oto dzielny tata sprostał trudnemu zadaniu:)))

17:51, nastusia81
Link Komentarze (5) »
niedziela, 30 stycznia 2011
Nocki nadal zarwane;(((

Już fizycznie nie daję rady, od dwóch tygodni moja córcia znowu odstawia akcje w nocy. A od kilku miesięcy nie pamiętam, co to nieprzerwany, dwugodzinny sen;( Najgorsze jest to, że nawet u nas w łóżku jej się nie podoba:( Łóżeczko jest be, nasze łóżko be, noszenie be... Pozwalamy jej spać z nami, ale to nie pomogło rozwiązać problemu. Pomysłów już nie mam, jak ją wyciszyć w nocy, jak ukoić jej płacz... Dusia po prostu budzi się co półtorej godziny, siada na łóżku i płacze;((( Lekarka twierdzi, że to wina nocnego karmienia, że mała przyzwyczaiła się do cycusia, a że w nocy od zawsze karmię ją na leżąco (inna pozycja nie wchodziła w grę - nie z mojego wygodnictwa, a dlatego, że mała się buntowała), to i do usypiania w moich ramionach. Tylko, że mała do końca 6 miesiąca ładnie przesypiała noce, budziła się 1 - 2 razy na jedzonko, ładnie zasypiała ponownie i spała do rana - odłożona do łóżeczka oczywiście. A wtedy też karmiłam ją w naszym łóżku i zawsze po karmieniu odkładałam do łóżeczka. Dopiero pod koniec 7 miesiąca jej życia zaczeły się schody i robią się coraz bardziej strome;( Lekarka twierdzi, że 11 - miesięczne niemowlę nie potrzebuje już karmień nocnych i jak ją odstawię od piersi, to i nocne pobudki się unormują. Fajnie, tylko 3 miesiące temu, jak mała odmawiała picia mleka z piersi w ciągu dnia, to ta sama lekarka kazała mi ją w nocy przystawiać tyle razy, ile tylko będzie chciała. No i mała się chyba faktycznie przyzwyczaiła. Próbowałam więc nie dawać małej dziś piersi w nocy, ale kończyło się to ogólną histerią (z jej strony oczywiście). A ja nie jestem w stanie słuchać jej żałosnego płaczu:( No i kółko się zamyka, bo jeśli będę małej dawać pierś, to nie odzwyczaję jej od nocnego karmienia... A tym sposobem obie nie śpimy;(((

Macie dziewczyny jakieś pomysły, jak rozwiązać tę sytuację? Pytam szczególnie mamy, które - być może - miały podobne przejścia se swoimi dziećmi. Do kiedy karmiłyście swoje dzieci nocą i jak oduczałyście je nocnego podjadania? Będę wdzięczna za jakiekolwiek wskazówki;)

18:31, nastusia81
Link Komentarze (4) »
czwartek, 27 stycznia 2011
Cebulowa miłość - cd.

Dunia dziś znowu dopadła siatkę z cebulami i tak się z nimi rozprawiła, że do obiadu miałam już trzy głowki obrane;) Niezła z niej pomocnica:))) Ale żeby nie było tak różowo, to jak zwykle moja spryciula psikusa mi zrobiła. Gdy sprzątałam cebulowe pobojowisko wydawało mi się, że jakoś mało tych cebulek, no ale cóż... Na podłodze nigdzie ich nie było, pod stołem też nie, więc schowałam, to co znalazłam i już. Dopiero później odkryłam, co dziecię me zrobiło z resztą cebulowego towarzystwa...

Po obiedzie mieliśmy jechać z D. i moją siostrą na zakupy. Ciocia ubierała Dunię, a ja szykowałam wózek do wyjścia. Ruszyłam nim do przodu, a w koszyku pod spacerówką coś mi grucha i stuka. Zdziwiona zaglądam pod spód, a tam w najpelsze cebulki się kulają. No tak, z miśkami i grzechotkami to ja już na zakupy jechałam, ale żeby cebulę w podróż do miasta zabierać? Całe szczęście odkryłam to jeszcze w domu;) Niestety, ku niezadowoleniu mojej córci, cebulki wróciły do swoich koleżanek.

19:01, nastusia81
Link Komentarze (2) »
Równowaga w przyrodzie musi być!

Tak to już jest, że życie kołem się toczy, a świat tak jest skonstruowany, że równowaga w przyrodzie musi być zachowana. A skoro tak, to długo nie mogłam cieszyć się w miarę przespanymi nockami. W miarę... to znaczy z dwoma pobudkami na jedzenie i rannym przytuleniem Miśki, która wkomponowana w moje ramiona dosypiała jeszcze godzinkę, czy dwie...

Wczoraj Dusia w ciągu dnia spała dwie godzinki. Nie wiem, czego to było wynikiem, czy deszczowa aura zrobiła swoje, czy wzmożona aktywność i wysiłki w zdobywaniu nowych doświadczeń, ale me dziecię zasnęło tuż przed południem i spało do 14.00. Cieszyłam się, jak wariatka, bo to niebywała okazja, bym w ciągu dnia miała dwie godzinki dla siebie.  Najczęściej mała śpi około pół godziny, maksymalnie godzinkę. Zdążyłam  więc obiad zrobić, ogarnąć niemały bałagan, zrobiłam sobie pyszną kawkę i od niepamiętnych czasów w spokoju ją wypiłam, ciepłą oczywiście, a nie odstaną. Żebym tylko wiedziała, jak wielką cenę zapłacę za te chwile...

D. poszedł do pracy na nockę. Wieczorem Dusia zasnęła jak zwykle, czyli około 20.30. Niestety już parę minut po 22.00 obudziła się i... nie spała do 2.30. Koszmar po prostu;((( Ledwo żywa rejestrowałam, co robi moje dziecko. Nie chciała leżeć w łóżeczku, a na naszym łóżku kręciła się i wierciła, wstawała, siadała, turlała. Ledwo oczy byłam w stanie utrzymać otwarte. Modliłam się w duchu, by w końcu raczyła zamknąć oczy i spać. Usnęła o 2.30... Ale nie na długo. Już o 4.30 znowu się obudziła i nie spała do 6.00. Myśłałam, że szału dostanę. Resztkami sił starałam się nie zasnąć... Mała w końcu padła, wtulona we mnie i pozwoliła mi pospać do 9.00. Gdy wstała, nie wyglądała na zbytnio zmęczoną (z wyjątkiem podkrążonych na czerwono oczu). Teraz szaleje w salonie, który - dzięki jej staraniom - przypomina małe pole bitwy. Ja natomiast przedstawiam obraz nędzy i rozpaczy. Oczy mam opuchnięte i czerwone, łzawią mi okropnie, jestem masakrycznie niewyspana. Mam dość. Ale jak tu się złościć na bąbelka, gdy rankiem wita mnie takim uśmiechem?

 

dusia o poranku

11:43, nastusia81
Link Komentarze (7) »
środa, 26 stycznia 2011
Carpe diem;)

Tę cudowną zasadę stosuje Nadunia każdego dnia. Jest tyle fascynujących rzeczy dookoła, tyle ciekawych miejsc do zbadania, tyle nieznanych doświadczeń, które na nią czeka... Szkoda czasu na nudy (czyt. spanie), trzeba działać;) Tak oto każdego dnia, jak tylko Misia otworzy oczy, domaga się puszczenia jej na podłogę i rusza w nieznane. Eksplorowanie świata to jej przeznaczenie...

Nigdy nie przypuszczałam na przykład, iż siatka cebuli może sprawić dziecku radość. Dunia dopadła do niej, jakby to było coś, na co czekała całe życie;) Ogromną frajdę miała z tego, że mogła obierać cebulę z łusek. Na początku chciałam jej zabronić, bo się pobrudzi, bo nie wiadomo, co jest na tej cebuli, bo jeszcze wsadzi do buzi i się zakrztusi łupinkami... Ale szybko zagłuszyłam w sobie te irracjonalne lęki i tylko obserwowałam małą w jej poczynaniach. Umorusała się, ręce jej pachniały tak jak to tylko cebula potrafi;) Ale Miśka była szczęśliwa. Dla tych iskierek w jej oczach jestem w stanie pozwolić jej na dużo, oj bardzo dużo... I to mnie troszkę martwi. Bo gdzie konsekwencja? Gdzie zasady?

 

celulowe doświadczenie:)

 

21:57, nastusia81
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3