Moje szczęścia małe dwa...
RSS
wtorek, 31 stycznia 2012
A jednak kobietka:)

Przesądzone, ostatecznie potwierdzone, nie ma już odwrotu. W moim brzuszku mieszka mała kobietka. No, nie całkiem taka mała, bo 820g żywej wagi;) Idzie łeb w łeb ze swoją starszą siostrą, która w jej wieku płodowym (25tc) ważyła dokładnie tyle samo;) Mam tylko nadzieję, że nie zechce rosnąć w szybszym tempie, bo Dusiek w dniu porodu ważył 3700g i było co urodzić, więc marzy mi się, by drugie dziecię na świat przyszło z podobną posturą, byle nie znacząco większą;)


bociek

No i dylemat, bo imię dla drugorodnej to wielka kwestia sporna. Nijak nie możemy dojść do porozumienia ze ślubnym, bo mamy zupełnie odmienne zapatrywania na ten temat. Chyba ogłoszę konkurs na owo imię i poproszę o pomoc Was, blogowe koleżanki, jak i znajomych i rodzinę. A później wybierzemy kilka propozycji i na jakiś kompromis będzie trzeba pójść. Dobrze, że mamy jeszcze troszkę czasu... To jak pomożecie? Czekam na propozycje;)

20:53, nastusia81
Link Komentarze (16) »
piątek, 27 stycznia 2012
I smutek wielki:(((

Właśnie się dowiedziałam, że serduszko dzidziusia mojej przyjaciółki przestało bić:((( Tak bardzo się cieszyli... Miała rodzić cztery miesiące po mnie. Jutro jedzie na zabieg. Tak niewyobrażalnie mi przykro. Nie mogę powstrzymać łez...


aniołek

14:17, nastusia81
Link Komentarze (11) »
Matka zaspokojona;)))

Wczoraj w końcu się udało;) W moim przypadku przysłowie "do trzech razy sztuka" powinno brzmieć "do pięciu razy sztuka". Nie ma znaczenia, ważne, że nareszcie moje spotkanie z dawno niewidzianą przyjaciółką doszło do skutku. A najważniejsze, że wyszłam z domu. Sama, bez dziecka, męża, planów na spożywcze zakupy. Tak po prostu, by się zrelaksować, odpocząć, nabrać sił. To trochę zabawne, ale szykowałam się na to wyjście niczym na randkę. Włosy, makijaż, strój, but na obcasie obowiązkowo;) Pojechałam do miasta autobusem, choć mąż namawiał mnie, żebym wzięła samochód. Chciałam poczuć się, jak za dawnych czasów, gdy to do pracy czy gdziekolwiek indziej wybierałam się komunikacją miejską. I nawet nie przeszkadzały mi korki i to, że autobusy się spóźniają;)

Było świetnie. Trzy godziny w miłym towarzystwie, z porcją sałatki greckiej na obiad i deser w postaci ogromnej filiżanki cappuccino potrafią zdziałać cuda;) I nic to, że po powrocie moja córcia przykleiła się do mnie i odkleić nie chciała. Tylko "mamusiu, opa, tuli, tuli zrób". Usypianie jej trwało ponad godzinę. Wtulona we mnie, nie pozwalała mi wyjść z pokoju. Chyba bała się bidulka, że znowu zniknę na tak długo. Nie miałam nic przeciwko, gdyż sama stęskniłam się za tą moją kruszynką...

Już wiem, że na pewno wkrótce taki wypad powtórzę:)))

 

kawka

10:49, nastusia81
Link Komentarze (5) »
wtorek, 24 stycznia 2012
Katar nie ustępuje;(

Dzięki lekom, które przepisała nam pediatra kaszel praktycznie minął, ataki zdarzają się bardzo sporadycznie. Niestety zapchany nosek nadal dokucza Nadusi. Na szczęście mała nauczyła się dmuchać nosek w chusteczkę [jupi;)], więc Frida jest w użyciu naprawdę sporadycznie, tylko wówczas, gdy Dusia dmucha nosek, a wydzielinka cofa się, gdy przestaje. Jutro mija tydzień, jak trwa infekcja, a poprawa mizerna;/ Mogłybyśmy wyjść na spacer, ale niestety to niemożliwe, bo mała buźką oddycha, a na dworze poniżej zera i wiaterek. Nawdycha się zimnego powietrza i jeszcze pogorszymy sprawę. Zatem kisimy się w domu i staramy umilać sobie czas wszelkiego rodzaju zabawami. Oby Dunia szybko do zdrówka wróciła...

12:54, nastusia81
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 stycznia 2012
Cienie i blaski...

Niestety Naduni się pogorszyło;( Do zatkanego nochala dołączył tak paskudny kaszel, że nie spała całą noc, a rano dusiła się do tego stopnia, że nie mogła tchu złapać. Ewidentnie było słychać, że coś tam jej się odrywa, ale odkaszlnąć i odkrztusić tego nie może;( Od razu chwyciłam za telefon i dzwonię do przychodni, tym bardziej, że przed nami weekend i gdzie w razie czego mam szukać pomocy? Oczywiście paranoja - godzina 8.20, od 8.00 czynna przychodnia, a ja już nie mam szans zarejestrować małej na dzisiaj do pediatry. Dopiero, jak podałam wiek dziecka i poinformowałam panią rejestratorkę, że jestem w ciąży i sama zaczynam się źle czuć, to powiedziała, że mamy przyjść tuż przed 11.00, na koniec przyjęć dzieci chorych, to nie będziemy musiały czekać w kolejce. Na miejscu okazało się, że kolejka jednak jest i zanim weszłyśmy do gabinetu minęło ponad 45 minut. Nic to, grunt, że się dostałyśmy do lekarza. Na szczęście oskrzela i płuca bez zmian, ale górne drogi oddechowe zawalone na amen. Leki przeciwwirusowe, przeciwzapalne, ale bez antybiotyku na szczęście. Mam nadzieję, że to zażegna dusiową infekcję, bo ja czuję się coraz gorzej. Drapie mnie w gardle, ale na razie próbuję obyć się bez leków. Woda z solą do płukania gardła i inhalacje z soli morskiej. To by było na tyle. Myślę, że dają mi się we znaki ostatnie trzy nieprzespane nocki. W dzień też nie mam jak odpocząć, bo Dusia - mimo kiepskiego samopoczucia - nawet siłą nie da się położyć do łóżka i uśpić, a co za tym idzie i ja nie mam na to szans. Jak wybawienia czekam wieczoru, gdy mała padnie, zrobię sobie ciepłą kąpiel, herbatkę i smyk do łóżka. To by było tyle z cieni ostatnich dni...

A blaski...

Okruszek rośnie, rośnie też siła z jaką daje o sobie znać:) Uwielbiam te momenty, gdy maluch wzmożoną aktywność wykazuje i od środka daje znać, że jest i ma się dobrze. Dziś do tego stopnia wariacje odstawiał, że patrząc na mój brzuch było widać, w którym jego miejscu akurat przebywa. D. tak się to spodobało, że głowę do mej brzucholandii przyłożył i pukaniem prowokował dziecię do zabawy. A dziecięciu przypadło to do gustu, bo chętnie odpowiadało na zaczepki tatusia;) Dla samych takich chwil mogłabym cały czas w ciąży być;)

I jeszcze jedno. Mam przyjaciółkę ze szkolnych lat. Nasze dzieci są równolatkami, dzieli je niespełna 5 miesięcy. Gdy się spotykamy, dzieciaki bawią się razem, Dusia często wspomina o Mateuszku. Mateuszek to, Mateuszek tamto, jak Mateuszek chcę... itd. itp. Dziś dowiedziałam się, że przyjaciółka jest też w ciąży i cztery miesiące po mnie urodzi dzidziusia;) Nie dalej, jak przed świętami rozmawiałyśmy o tym, jak fajnie byłoby mieć znów maluszki w tym samym wieku, a tu okazało się, że przyjaciele odpowiednio zadziałali i się o to postarali;) Super! Bardzo się cieszę:)))

22:14, nastusia81
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3