Moje szczęścia małe dwa...
RSS
środa, 29 lutego 2012
Przyjęcie urodzinowe...

W piątek wróciłam ze szpitala i czułam się dobrze, więc nie odwoływaliśmy sobotniej nadusiowej uroczystości, tym bardziej, że tort był zamówiony i goście już od dwóch tygodni umówieni na ten dzień. I właśnie z tortem wiązała się niemiła niespodzianka, o której wspominałam w poprzedniej notce. Otóż tort zamówiliśmy w renomowanej cukierni, z ich katalogu. W zeszłym roku korzystaliśmy z usług tej samej cukierni i byliśmy bardzo zadowoleni, więc w tym roku nie przyszło mi do głowy, że mogę się zawieść na owej firmie. Ze względu na to, że D. był w pracy i do domu zjechał w ostatniej chwili, a ja miałam odpoczywać, to w naszym imieniu - na niecałą godzinę przed przyjęciem - torcik odbierała moja siostra. Coś jej nie pasowało, że wybraliśmy "takie coś", ale skoro dekoracją miały być gąsienice, a poniekąd to widniało na torcie, to go odebrała. Nazwy firmy wymieniać nie będę, bo oto nie o to chodzi, ale gdy zobaczyłam zamówiony tort to się poryczałam. Ze złości, żalu, rozczarowania, bezsilności... Goście już przy stole, a do cukierni kawał drogi. Wierzcie mi, że gdybym miała choć pół godzinki wsiadłabym w auto i pognała tam czym prędzej, by zabrali to paskudztwo, a dali mi to, co zamówiłam. D. próbował jakoś uratować sytuację i na tort wysypał kolorową posypkę, ułożył owoce winogrona i jako tako to wyglądało, ale te potwory - gąsienice straszyły swoim wyglądem. Dusia, choć ostatnio kocha się we wszelkiego tego typu stworach nawet nie rozpoznała ich w dekoracji;( Poza tym impreza przebiegała bez zakłóceń. Prezentów mnóstwo, ale trafione, bo mała bawi się nimi wszystkimi każdego dnia. Dało mi to troszkę pola do popisu, by cichaczem pozbyć się "starych egzemplarzy", które od dawna, przykurzone, zapomniane, zajmują półki i regały w dusiowym pokoju. Miła atmosfera, pyszne jedzonko i dobra zabawa. Szkoda tylko, że ten tort tak nam popsuł humory na początek;(

Na drugi dzień pojechaliśmy do owej cukierni, ze zdjęciami tego, co otrzymaliśmy. Pani odpowiedzialna za torty (ponoć nieobecna przez cały tydzień) zaniemówiła, jak zobaczyła owe zdjęcia. Grzecznie, choć bardzo stanowczo wyjaśniłam, że strasznie się na nich zawiodłam, że za takie pieniądze sprzedali nam takie WIELKIE "G". Pani sama stwierdziła, że tort pozostawiał wiele do życzenia i wyglądał jak robiony nie u nich. Próbowała wyjaśnić sytuację, ale nie mogła się dodzwonić do koleżanek, które wykonywały zamówienie. Przeprosiła nas i w ramach rekompensaty zaproponowała inny tort z ich oferty, gdyż pieniędzy nie zwracają. Cóż mieliśmy zrobić. Przyjęliśmy słodkie przeprosiny i wróciliśmy do domu. Zastanawia mnie tylko jeden fakt. Gdyby np. Dusia obchodziła 4 - 5 urodziny i sama świadomie wybrała w katalogu ten tort na przyjęcie dla swoich kolegów, a otrzymalibyśmy takie  "coś", to jakby się sytuacja rozwinęła? Podejrzewam, że płacz i rozczarowanie córeczki byłby ogromny;( Ciekawe, jak wówczas owa firma wyleczyłaby dziecięce "złamane serduszko"?


Tak miał wyglądać tort zamówiony z firmowego katalogu

 

To, co dla nas przygotowali:(((

Identyczne, prawda?

21:53, nastusia81
Link Komentarze (10) »
niedziela, 26 lutego 2012
Wróciłam...

... w piątek po południu, ale dopiero dziś wieczorem znalazłam chwilkę by zasiąść do komputera. W sobotę od rana przygotowania do urodzinowej imprezy Naduni, później goście do wieczora, a dziś odpoczynek, bo wczorajszy dzień troszkę mnie "zmęczył". O przyjęciu urodzinowym i niemiłej niespodziance może jutro, teraz troszkę o mnie...

W czwartek od rana wylądowałam na patologii ciąży. Od razu pobrano mi krew do szeregu badań, sprawdzono tętno Małej i podłączono do KTG. Nie powiem, choć cichutkie, ale równe, rytmiczne tempo bicia jej serduszka koiło moje zszarpane nerwy. Po kilku godzinach przyszły pierwsze wyniki - ok;) Sprawdzili mi przepływy krwi - też ok;) Dalej czekałam na resztę wyników, bo te były najważniejsze - miały pokazać, jak się ma moja krzepliwość krwi i inne jej parametry. W międzyczasie mój ginekolog zaglądał do mnie kilka razy. Raz przyszedł z pielęgniarką i flamastrami. Popisali mi całe nogi, by zaznaczyć miejsca, w których co jakiś czas mieli mi mierzyć obwody i sprawdzać, czy opuchlizna się pojawia, czy też nie. Żartowaliśmy, że przygotowują mnie do operacji plastycznej, bo siatka linii na moich udach i łydkach troszkę tak wyglądała...

Wyniki przyszły dopiero tuż przed 23.00. Wtedy właśnie wpadł do sali mój lekarz i z uśmiechem na ustach powiedział, że pozostałe wyniki też są w porządku, więc w piątek prawdopodobnie puszczą mnie do domu;) Zależeć to będzie od pomiarów obwodów moich ud i łydek i decyzji ordynatora oddziału. Rano ordynator wezwał mnie do siebie i powiedział, że być może epizod opuchniętej nogi i kłopotów z jej poruszaniem był związany z zaburzeniami krążenia, ale na dzień dzisiejszy nie jest w stanie tego stwierdzić;( Wg niego obecnie nic na to nie wskazuje, ale żeby na 100% się upewnić muszę zaliczyć wizytę u chirurga naczyniowego. Jeśli ten powie, że to nie zaburzenia krążenia, to prawdopodobnie przyczyna leży po stronie kręgosłupa i nacisków na nerwy. A że nie mogą mi teraz zrobić ani RTG ani rezonansu, to pozostaje rehabilitacja ruchowa i masaże. Jeśli to pomoże to dobrze, ale prawdopodobnie będę miała takie dolegliwości do porodu, bo mała jest duża i być może cała macica uciska mi nerwy prawej nogi... Problem polega na tym, że w moim mieście do chirurga naczyniowego na NFZ mogę się dostać za pół roku, a wizyta wskazana jest jeszcze przed porodem, bo w razie komplikacji nie będzie wiadomo, czy możliwa będzie cesarka [przy zaburzeniach krzepliwości zasadniczo się jej nie robi, bo sam zabieg zwiększa ryzyko powikłań zakrzepowych;(]. Przyjdzie mi pewnie poszukać prywatnie jakiegoś chirurga naczyniowego;(

Najważniejsze, że mnie do domu puścili i powiedzieli, że na razie nie mam się martwić zakrzepicą, ale sprawdzić to muszę koniecznie dla swojego i Maleńkiej dobra...

 

A moja córcia jak mnie zobaczyła w drzwiach, to przybiegła do mnie, wtuliła sie we mnie i wykrzyknęła radośnie:

  • Mamusiu, wlóciłaś! Już ozdlowiałaś?

Moje słoneczko;)

22:09, nastusia81
Link Komentarze (8) »
środa, 22 lutego 2012
100 lat Naduniu;)

Kochana Córeczko!

Dziś kończysz 2 latka. Z tej okazji składamy Ci najserdeczniejsze życzenia

Niech życie będzie dla Ciebie skrzynią skarbów,

pełną śmiechu, ciekawych przygód i cudownych doznań,

wspaniałych odkryć i magicznych chwil.

A przez wszystkie te klejnoty będzie przenikał

spokojny blask miłości!

 

Kochamy Cię najbardziej na świecie!

Mama i Tata

 

 

 

 

 ************************************************

 

Torba spakowana czeka. Jutro rano będę już w szpitalu. Próbowałam dziś przygotować Nadunię na moją nieobecność. Tłumaczyłam jej, że tatuś zostanie z nią cały dzień, bo mnie boli nóżka i muszę jechać do pana doktora, by mi ją zbadał. Wydaje się, że mała przyjęła do wiadomości fakt, iż mnie nie będzie (nawet tłumaczyła to dziadkom). Zobaczymy jak będzie w rzeczywistości. Tak bardzo bym chciała w piątek wrócić do domu z wynikami, które wykluczą zakrzepicę. Trzymajcie kciuki, proszę...

22:31, nastusia81
Link Komentarze (10) »
wtorek, 21 lutego 2012
Nie jest dobrze;(((

Jesteśmy po wizycie u ginekologa. Opisałam mu moje zeszłotygodniowe zmagania z bólem nogi, opuchnięciami itp. Diagnoza - ryzyko rozwoju zakrzepicy żył głębokich. Dostałam dobę na zorganizowanie opieki nad Dusią i przygotowanie się na pobyt w szpitalu. Jak długi? Nie wiadomo;( W czwartek rano mam stawić się na oddział. Badania pokarzą, czy to zakrzepica, czy ucisk na nerwy w okolicy kręgosłupa, spowodowany nadmiernym zatrzymywaniem wody w organizmie, co skutkuje bólem całej prawej nogi.  Na szczęście z Małą wszystko ok, rośnie nawet ponad miarę. Taki mały klopsik;)

Jutro Dunia ma urodzinki. W sobotę miała być imprezka. Nijak nie uda mi się jej przygotować. Nawet nie wiem, czy będę w domu;( Nie wyobrażam sobie zostawienia Dusieńki na długi czas. Wiem, że D. i jedni i drudzy dziadkowie się nią zaopiekują. To będzie nasze pierwsze rozstanie...

Mam nadzieję, że mój lekarz "chucha na zimne". Sam powiedział, że chce mnie położyć na oddział, by sprawdzić, co jest przyczyną moich dolegliwości. Nie upiera się, że to zakrzepica, jedynie chce się upewnić na 100%, że to uciążliwe objawy ciąży, a nie zagrożenie życia dla mnie i Maleńkiej. Boję się. Tak bardzo się boję...

21:57, nastusia81
Link Komentarze (11) »
sobota, 18 lutego 2012
Jak nie urok, to ...

Częste leżenie na lewym boku i wlewanie w siebie ponad 4 litrów wody na dobę dało rezultat taki, że WC odwiedzam średnio co 20 minut, ale i opuchlizna z nóg znacznie zeszła, a i prawa kończyna przestała mi dokuczać. Jednak żebym nie miała za fajnie pojawił się kolejny problem. Już wczoraj późnym wieczorem czułam, co się święci;/ Dziś rano obudziłam się z opryszczką na ustach. Zaraz zadzwoniłam do mojego ginekologa. Uspokoił mnie nieco, że nie jest to po raz pierwszy w życiu i dlatego me dziecię jest chronione przeciwciałami, które mój organizm zdołał wytworzyć w czasie poprzednich ataków wirusa, ale mimo to mam stracha ogromnego. Maleńka już tyle razy musiała walczyć z moimi infekcjami;/ Dwa przeziębienia (na szczęście obyło się wówczas bez leków i pomogły domowe sposoby), a teraz opryszczka;( Martwię się ogromnie, czy to jej nie zaszkodzi. Lekarz uspokaja, każe zmiany smarować Vratisolinem i zachować maksimum ostrożności, by nie przenieść infekcji na narządy płciowe, a będzie dobrze. Trzymam się kurczowo jego zapewnień i staram się nie popadać w panikę...

20:07, nastusia81
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2