Moje szczęścia małe dwa...
RSS
wtorek, 30 listopada 2010
Kuchenne rewolucje:)

Po sukcesie sprzed kilku dni mogę zapomnieć. Mała po dwóch dawkach mieszanki znowu zastrajkowała i odrzuca z krzykiem białą ciecz w butelce. Ale może to i dobrze, bo jakoś noce lepiej przesypia. Może to paskudztwo na brzuszek jej szkodziło i córcia teraz instynktownie odrzuca to, co jej kłopoty brzuszkowe sprawia? Ponoć dzieci tak mają... Poza tym cycusiem w ciągu dnia coraz częściej nie pogardzi i jakoś tak chętniej po jedzonko sięga, ale nie to słoiczkowe, a nasze domowe. Nawet nie wiem kiedy, a jej małe paluszki lądują w moim talerzu i podkrada kawałki brokuła, ziemniaka czy marchewki, wkłada je do buziuni i po chwili słyszę ciche "mniam, mniam". Ubrudzi się przy tym jak mały prosiak, ale grunt, że jedzonko do jej brzuszka trafia i nie muszę jej do tego zachecać, podstępem papek przemycać. Tak więc postanawiam wprowadzić zmiany żywieniowe w domu i zaczynam na dobre gotować dla naszej trójeczki, a co za tym idzie - musi być zdrowo, smacznie i kolorowo, by zachęcić to me dziecię do skosztowania specjałów maminej kuchni. Muszę tylko przeszukać zasoby netu w celu znalezienia jakiś fajnych pomysłów na urozmaicone dania, by za szybko mała nie straciła ochoty na próbowanie:)

 

A poza tym... Za oknem biało, śnieg prószy, mróz w policzki szczypie, słońce dzielnie przebija się przez chmury i puszcza do nas radosne promyki. Mimo minusowej temperatury wychodzę z Miśką na spacery. Mała chłonie zimową aurę całą sobą. Zaskakują ją płatki śniegu spadające z nieba i roztapiające się na jej nosku, dziwi wiatr muskający buziunię, radują dzieci lepiące bałwana i rzucające się śnieżkami. Wracamy do domu lekko zmarznięte, z rumianymi policzkami, ale obie uśmiechnięte i zadowolone. Mała, bo miała ciekawe przedpołunie, a ja - bo wiem, że po spacerze pełnym wrażeń córunia na pewno zje obiadek:)

14:06, nastusia81
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 listopada 2010
:(((

Miśka od kilku tygodni nie chce jeść, nawet pierś ją nie interesuje, co mnie martwi niezmiernie. Potrafi 5 – 6 godzin po wstaniu nic nie wziąć do ust, nawet herbatka czy soczek nie jest w stanie jej skusić. Mały sukciesik z przed kilku dni jest już tylko wspomnieniem:( Mała znowu odmawia picia mieszanki:( No więc zaniepokojona utratą apetytu u córuni, zapakowałam ją w wózek i zawiozłam na spotkanie z panią doktor. Pani doktor obejrzała, osłuchała i... nic. Dziecię zdrowe, tylko mało na wadze przybrało (600g w ciągu 2 miesięcy, a powinna 1kg). Przyczyna utraty apetytu – prawdopodobnie czające się do ujrzenia światła dziennego zębiska trzonowe i przedtrzonowe, bo dziąsła, zarówno w szczęce jak i żuchwie mocno opuchnięte, rozpulchnione itp. Mam paść dziecko kaszkami i napojami, bo jeść i pić musi cokolwiek. Tylko jak mam to zrobić, skoro córunia, jak tylko mnie zobaczy z jedzeniem w ręce albo piersią uwolnioną ze stanika, ucieka z krzykiem w najdalszy kąt domu... bylebym tylko jej do pyszczka nic nie wciskała... Smutek zatem wielki i ogromna troska w matczynym serduszku, bo nie potrafię namówić mojej księżniczki do jedzenia:((( Ktoś ma pomysł, jak to zrobić?

21:19, nastusia81
Link Komentarze (6) »
środa, 24 listopada 2010
Mały sukces:)

Noc była okropna. Mała budziła się co pół godziny, nie pozwalała odłożyć się do łóżeczka, domagała się przytulania, do piersi dostawiania. To ostatnie akurat mnie cieszyło, ponieważ od kilku tygodni w ciągu dnia Misia odmawia piersi, pić herbatek ani soczków też  nie chce, więc groźba odwodnienia stawała się realna... A dziś nad ranem dziecię postanowiło wynagrodzić mamie prawie dwumiesięczne sabotowanie jedzenia. Otóź bez szemrania, z miłą chęcią, powiedziałabym nawet z apetytem, wypiła 200ml mleka modyfikowanego z butelki. Nie pluła nim, butelką nie rzucała i jak się mleczko skończyło, to wyciągała rączki po jeszcze... Można powiedzieć "i z czego się cieszysz kobieto?" Odpowiedź jest prosta. Już we wrześniu próbowaliśmy z D. namówić Misię do skosztowania mieszanki (wtedy chodziło o to, że młoda na mym cycusiu wisiała non stop, a mimo to ciągle głodna była), ale wówczas przegraliśmy z kretesem. Misia świgała butelką, jak tylko zobaczyła w niej białą ciecz, w furię wpadała, a jej mina zdawała się mówić "co ty mi tu matka za g... próbujesz wcisnąć!" A dziś taki mały sukcesik:) Może to zapowiedź zmian na lepsze:) Skoro pierś moja jej nie odpowiada w ciągu dnia, to może da się mieszanką karmić? A nocami, dla swojej wygody, a także z czystego egoizmu, małej podawać będę cycusia. Przy okazji poprzytulamy się obie troszeczkę, nos wsunę w jej miękkie włoski i chłonąć będę zapach rozespanego niemowlęcego ciałka...

22:52, nastusia81
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 listopada 2010
Szaro, buro i ponuro...

... dziś za oknem. I co tu dużo gadać, w duszy nie jest nic lepiej. Deszcz pada od dwóch dni, wiatr czapki ludziom z głowy porywa, więc nawet na porządny spacer wyjść nie można... Do tego Misiunia od rana marudna, niecierpliwa, płacząca, skamlająca o maksimum uwagi... Noś mnie, tul, bujaj, głaszcz, kołysz... Śpiewaj, nuć mi... Tylko nie odkładaj mnie na dywan ani do łóżeczka... Nawet do toalety nie mogę iść, bo córunia radar włącza, momentalnie namierza moje zniknięcie i syrenę sławetną uruchamia, która dźwiękiem swym do bólu świdruje moją głowę w najgłębszych zakamarkach. Do tego D. od kilku dni niedomaga... Nos zatkany... Obolałe zatoki... Katar... Kaszel... Przeziębienie pełną parą... Mam jednak nadzieję, że dziś w końcu pójdzie do lekarza, bo coś to jego leczenie na własną rękę nie przynosi rezultatu;( Na szczęście ani mnie, ani Misi mikrobów żadnych nie sprzedał.

14:36, nastusia81
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 listopada 2010
Dziecię w świat ruszyło...

Obiecałam sobie, że nie zaniedbam bloga i będę regularnie wpisy na nim umieszczać, a tu proszę... Już na starcie taka wpadka. Tyle czasu mnie tu nie było:( Cóż nadrabiam więc zaległości...

Otóż martwiliśmy się od jakiegoś czasu, że nasza Misiunia nie chce pełzać, ani nie wykazuje żadnych większych aktywności ruchowych. Ale jednak arystokratka namyśliła się i raczyła pupę swoją ruszyć i... tadam... już nie tylko pełza, ale raczkuje i wstaje sama przy meblach:) Do tego na stanie mamy 6 ząbków, które troszkę dały nam popoalić nocami;( Maleńka coraz więcej mówi, tworzy zbitki głoskowe. Jest zainteresowana wszystkim dookoła, chłonie świat niczym gąbka. A z czym to się wiąże? A no z tym, że matka biega za małą i próbuje wcisnąć w nią choć odrobinę jedzenia, bo oto dziecię stwierdziło, że szkoda czasu na tę czynność i mogłoby w ciągu dnia w ogóle nic do pyszczka nie wkładać (mowa o pożywieniu oczywiście). Cucuś poszedł w odstawkę, jedynie nocą jest się fajnie do niego przytulić, a jak zaserwuje dawkę kalorycznego mleczka to też córcia nie pogardzi;) Troszkę to mnie z rytmu wybija, ale bądź co bądź dziecię jeść coś musi, a skoro w dzień strajkuje, to chociaż nocną porą niech żołądek napełni. Wiem, że to niezdrowe, ale jak na razie Misia głucha jest na argumenty o zdrowym odżywianiu.

Przewijanie to osobna bajka. Najczęściej Misiunia zwiewa jak tylko pieluchę z niej ściągnę, bo jej zmiana to kolejna czynność niewarta uwagi. Jej mina mówi "Co mi tu matka będziesz głowę zawracać papmersami? Nie widzisz, że zajęta jestem???" Jeśli za długo się grzebię, to mała syrenę włącza, a wówczas sąsiedzi myślą, że odzieram ją ze skóry... A ja tylko papmersa jej zakładam... Przynajmniej się staram...

A tak poza tym, to córunia dziś dziewięć miesięcy skończyła. Duża już z niej panienka:)

22:47, nastusia81
Link Komentarze (2) »