Moje szczęścia małe dwa...
RSS
wtorek, 29 listopada 2011
Chwile jak z horroru;(

Tak to już jest, że moja córcia od czasu do czasu musi mi skutecznie adrenalinę podnieść i o zawał serca przyprawić. I tym razem pokazała na co ją stać, choć zapewne dużo w tym mojej winy było. U niej w pokoiku stoi szafka, której dolne drzwiczki łatwo się otwierały, więc gdy zaczęła raczkować, owinęłam uchwyty kilka razy rafią i na supeł zawiązałam. Dusia zupełnie nie zauważała owej szafki i nieszczęsnej rafii do czasu...

W niedzielę siedzieliśmy wszyscy w salonie i popijaliśmy herbatkę. Dusia zażyczyła sobie zabawek, które miała w swoim pokoju. Wysłałam ja tam, więc mała pobiegła z radosnym śmiechem. Nie było jej jakieś trzy minuty, przy czym cały czas się odzywała (a zawsze kombinuje coś, gdy robi się cicho), więc nic nas nie zaniepokoiło. W pewnym momencie usłyszeliśmy krzyk i płacz. Zerwałam się z kanapy i wpadłam do dusiowego królestwa. Naduśka stała na paluszkach pod wspomnianą szafką, a na szyi miała zawieszoną rafię i nie mogła się z niej uwolnić. Nie wiem jakim cudem udało jej się ją rozdwoić i część założyć sobie na szyję i to w tak krótkim czasie. Szybko uwolniłam ją, obejrzałam czerwony ślad pod jej gardłem, oddech oceniłam, że w normie, przytuliłam i... poryczałam się razem z nią. Jak sobie pomyślałam, jak mogłoby się to skończyć, gdyby nie zapłakała, a tylko zaczerpnęła powietrza i w bezdechu straciła przytomność...

Dzieciaki mają niesamowite pomysły i my dorośli czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, iż potencjalnie dla nas nic nieznaczące przedmioty mogą stać się ogromnym zagrożeniem dla maluchów. Teraz mądrze gadam, szkoda, że wcześniej na to nie wpadłam;( 

20:46, nastusia81
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 21 listopada 2011
Poweekendowo...

W kwestii zdrowia na szczęście sprawa się wyklarowała, lekkie, ledwie znaczące podrapywanie gardła na koniec dnia mnie dopada, ale poza tym przeziębienia brak i oby tak zostało;) W ogóle to pobolewanie gardła jakieś dziwne. Będąc z Dusią w ciąży miałam chroniczne uczucie zatkania nosa, ale kataru ani śladu. Teraz często mam dyskomfort w gardle, ale nie wynika z tego nic więcej. Dziś dowiedziałam się, że mogą hormony we mnie szaleć i to uczucie bólu gardła może być niczym innym, jak przesuszoną lub podrażnioną z tego powodu śluzówką, a nie atakiem wirusów czy nie daj Boże bakterii. Jeśli tak jest, to w zasadzie pozostaje mi popijanie ciepłych napojów i oszczędzanie gardła (czyt. = niegadanie) i powinno być ok;)

Sąsiedzi też już nam żyć dają. Remont nadal trwa, jednak przeszli do mniej ekspansywnych robót budowlanych, więc od czadu do czasu słychać walnięcie młotkiem, a poza tym cisza. No chyba, że weźmiemy pod uwagę dochodzące zza drzwi wejściowych posapywania mężczyzn taszczących na ostatnie piętro ciężkie pudła z płytkami;)

A dziś zostawiliśmy Dusię pod czułą opieką dziadka i udaliśmy się z D. na spotkanie z Okruszkiem. Rośnie nasz bąbel, rośnie, kawał już z niego dzidziucha;) Przy tym wierci się niemiłosiernie, więc w trakcie USG lekarz miał spore kłopoty, by wymierzyć to nasze małe cudo. W końcu się udało, ale łatwo nie było;) 15 tygodni za nami małej symbiozy i aż wierzyć mi się nie chce, że następna wizyta u doktora to już półmetek ciąży będzie! Być może przed samymi świętami dowiemy się, czy nasza rodzinka powiększy się o kolejną kobietkę, czy może remis będzie i mój mąż zyska kompana, by wyrównać - jak dotąd - naszą kobiecą przewagę;) No chyba że dzidziuś będzie takim samym uparciuchem, jak córcia i ujawni się dopiero w 6 miesiącu;( Ale ja już będę go urabiać, by na święta prezent rodzince zrobił i pokazał, co ma między nóżkami;)

A Naduśka coraz bardziej wygadana się robi;) Muszę częściej zapisywać sobie jej teksty i mądrości, bo niektóre naprawdę wymiatają i rozkładają nas na łopatki, ale później, w natłoku codziennych spraw uciekają z pamięci;( No cóż starzeję się, to i z moją pamięcią kiepsko się dzieje...

21:56, nastusia81
Link Komentarze (16) »
piątek, 18 listopada 2011
Paskudny dzień;(

Dobrze, że już się kończy, bo chyba oszaleję;(

Od rana ciemno, buro i ponuro, zimno jak ch.... Wczoraj byłam z Dusią w przychodni, bo  złamała sobie paznokietek u palucha lewej nóżki i w tym miejscu zrobił jej się zastrzał. Przez ponad tydzień próbowałam go zaleczyć domowymi sposobami, ale stan zapalny się utrzymuje, więc nie było wyjścia, jak wizyta u lekarza, przed którą się w okresie jesienno - zimowym zawsze wzbraniam rękoma i nogami. Prosiłam, by przyjęli nas w czasie wizyt dla dzieci zdrowych, bo ja ciężarna, a poza tym mała nie jest chora, tylko kłopot jest z paluszkiem, ale usłyszałam, że nie ma takiej opcji, bo wówczas są dzieci tylko do szczepień. Wyobrażacie sobie???? To jakiś absurd. W naszej przychodni dzieci zdrowe, ale np. mające kłopoty z alergią, paluszkiem itp. muszą stać w tej samej poczekalni, w tej samej kolejce, co dzieci chore. Do tego w tym samym miejscu dorośli z przeziębieniem czy grypą czekają na wypisanie L4. Zgadnijcie jaka jest szansa, że wchodząc tam zdrowym wyjdzie się w takim samym stanie? Za mną wchodziła kobieta z noworodkiem na wizytę patronażową, zdrowym, ale też musiała czekać w kolejce z prychającymi, zasmarkanymi i gorączkującymi dziećmi. Nie wiem, jak dla nich się to skończyło, ale dla mnie nieciekawie. Jak zwykle było opóźnienie i moje półgodzinne wysiadywanie w wylęgarni zarazków i podstępnych, zdradzieckich mikrobów zakończyło się tym, że dziś głowa mi pęka, łupie mnie w kościach i drapie w gardle. Mam nadzieję, że płukanka z soli i syrop z cebuli zapobiegną rozwojowi infekcji, bo nie chcę Okruszkowi po raz kolejny fundować przeziębienia. Na szczęście na razie Nadusia nie wykazuje żadnych oznak chorobowych. I oby tak zostało...

Do tego od poniedziałku sąsiedzi nad nami remont łazienki robią i kują wiercą, walą młotkiem od godzin porannych (czytaj ok. 8.30) do wieczornych (19.00 - 20.00). Masakra jakaś, noż ile można kuć płytki w łazience o wymiarach 1,5m na 1m??? Łeb mi pęka, dość mam hałasów i smrodu gumówki, kurzu i nie wiem czego jeszcze, co unosi się przez komin wentylacyjny po całym pionie mieszkań. Do tego Dusia razem z sąsiadami się zmówiła i sabotaż na spanie uskutecznia. W ciągu dnia to ją jeszcze rozumiem, bo w takim hałasie trudno o spokojny wypoczynek i sen, ale wieczorami? Dziecko mi się rozregulowało i zamiast po ułożeniu główki na poduszce ładnie zamknąć oczka i spać, zaczyna przedstawienie, które zazwyczaj trwa do 22.30;( Żałośnie "mamoooooo" woła, picia się domaga, mówi, że sama spać nie będzie, jak ją biorę do naszego łóżka, to szaleje, więc odnoszę ją do jej łóżeczka... W końcu pada przed 23.00 po to, by obudzić się kilka razy w nocy i wstać po 7.00. Do tego w ciągu tej samej nocy mnie pęcherz do WC wygoni ze trzy - cztery razy i tym sposobem do rana z 7 - 8 pobudek zaliczam. A biorąc pod uwagę fakt, iż kłopot mam ogromny z powtórnym zaśnięciem, to snu zliczę maksymalnie 4 godzinki i rano wstaję, nie wiedząc, gdzie jestem i jak się nazywam;((((

Chcę być zdrowa! Chcę, by sąsiedzi remont w końcu skończyli! Chcę, by Naduśka wróciła do ustalonego rytmu dnia! No i chcę się w końcu wyspać! Więcej życzeń nie mam!

No to ponarzekałam sobie troszeczkę;) Teraz zmykam poczytać, co się u Was dzieje...

21:51, nastusia81
Link Komentarze (6) »
wtorek, 15 listopada 2011
Jak dobrze mieć mądrego tatę;)

Dusia stoi przed naszym autem, pokazuje rączką na tylne światła i pyta:

  • Tatuś, jaki to kolol (kolor)?
  • Czerwony
  • A ten?
  • Biały
  • Ten?
  • Pomarańczowy
  • Wszysko (wszystko) wiesz! - chwali córcia tatusia

I wszystko w temacie;)))

09:47, nastusia81
Link Komentarze (7) »
niedziela, 13 listopada 2011
Martwię się;(

Od wczoraj boli mnie lewa strona brzucha, tak jakby pod żebrami. Nie jest to ciągły ból, ale taki upierdliwy. Nasila się, gdy leżę na lewym boku, albo gdy biorę głęboki wdech. Łagodnieje pod wpływem ciepłej wody i masażu. Miałam kiedyś coś podobnego, ale nie byłam wtedy w ciąży, więc się tak nie przejmowałam. Teraz się trochę martwię;( Wygląda mi to na neuralgię międzyżebrową albo nadwyrężenie mięśni międzyżebrowych. Taki wniosek nasuwa mi się, gdyż wczoraj na zamkniętym placu zabaw gwałtownie podniosłam Dusię, chroniąc ją przed niekontrolowanymi ruchami pewnych kilkulatków zapamiętale rzucających się ze zjeżdżalni do basenu z kolorowymi piłeczkami. Później wnosiłam ją na trzecie piętro do dziadków i... wtedy po raz pierwszy pojawił się ten ból. Myślę, że przesadziłam z wysiłkiem i teraz mam za swoje. Na razie nie panikuję, bo ból jest mniejszy niż wczoraj wieczorem, ale nadal jednak jest;( Zobaczę, jak się będę czuła jutro. Jeśli nie będzie lepiej, czeka mnie nieplanowana, wcześniejsza wizyta u ginekologa. Mam nadzieję, że z dzidziusiem wszystko w porządku...

Czy któraś z Was, drogie koleżanki - mamy miała podobne dolegliwości w czasie ciąży? Nie mówię o końcowych tygodniach, gdy dzidziuchy były na tyle duże, że kopniaczkami bombardowały Wasze żebra, żołądki itd.?

19:52, nastusia81
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2