Moje szczęścia małe dwa...
RSS
niedziela, 30 grudnia 2012
Mikroby rzadzą:(

I odpuścić nie chcą:/ Mąż zapalenie zatok, ja porządne przeziębienie na granicy grypy, Nadusia przeziębiona z potwornym kaszlem. Tylko Tati dzielnie się trzyma, choć nie do końca, bo marudna, płaczliwa, kupki brzydkie robi. Zapewne jej organizm broni się przed infekcją, ale coś jednak ją męczy, brzuszek nie tak pracuje...

Ja mam się leczyć domowymi sposobami, bo ponoć mamy karmiące tak muszą. I tak profanację czynię, bo gardło płuczę Hasco Septem, a na potworne bóle w kościach paracetamol łykam. Kaszel żyć mi nie daje. I brzydko powiem, że te domowe sposoby zwalczania infekcji można o kant d-y roztrząsnąć. One są i może dobre, jak człowiek ma możliwość zapakować zadek do łóżka pod ciepłą kołderkę i wypoczywać w ciągu dnia. Przy dwójce maluchów jest to zgoła niemożliwe. A do tego nocki zarywam, bo Nadunię trzeba do pół-siadu podnosić, by ataki kaszlu ją nie męczyły, a Tati średnio co pół godziny zalicza pobudkę, a płacz jej trudno ukoić. Tak sobie myślę, że może przyczyną są kolejne ząbki w drodze.

Ech... Zdrowie wracaj!

23:58, nastusia81
Link Komentarze (4) »
piątek, 28 grudnia 2012
Słów mi brakuje...

Jak krowie na rowie na drzwiach naszej przychodni jest napisane,  że dzieci i dorośli z "podejrzanymi krostkami" proszeni są o udanie się do izolatki i nie wchodzenie do poczekalni, gdzie czekają pozostali pacjenci. Dziś, gdy udaliśmy się na wizytę (obie dziewczynki tego wymagały) w poczekalni siedział chłopiec z rodzicami. Gdy wszedł do gabinetu już po chwili lekarka wyszła i zapytała, kto miał kontakt z owym chłopcem. Odpowiedziałam, że my, bo siedział z nami w poczekalni. Momentalnie kazała nam wejść do pomieszczenia obok i zamknąć drzwi, a pielęgniarce przynieść lampę antybakteryjną i ją podłączyć...

Okazało się, że matka owego chłopca, świadoma tego, że ma on ospę (w jego przedszkolu panuje epidemia), nie zastosowała się do poleceń i wprowadziła go do poczekalni, narażając tym samym dzieci tam czekające na złapanie owej choroby;/ Wg niej to żaden kłopot, bo przecież lepiej, jak dzieci przechorują "wiatrówkę" w okresie wczesnodziecięcym. Lekarka mnie troszkę nastraszyła, że bardzo prawdopodobne jest, iż dziewczynki zachorują, bo takie maluchy - szczególnie przeziębione i z osłabioną odpornością - łapią ospę znacznie szybciej;( Mamy czekać teraz trzy tygodnie i obserwować dziewczynki...

Musiałam odwołać plany sylwestrowe (mieliśmy spędzić ten wieczór z bratem i bratową, a oni mają dwójkę małych dzieci) i wizytę u chrześniaka D. Mały ma mieć w połowie stycznia usuwane migdały, więc nie zafunduję mu do tego jeszcze ryzyka choroby zakaźnej.

Ludzka głupota nie zna granic:( 

22:56, nastusia81
Link Komentarze (6) »
środa, 26 grudnia 2012
Święta, święta i po świętach...

A u nas tradycyjnie... A więc chorobowo:/// Tuż przed wigilią rozchorował się D. Wczoraj gorączka i zapalenie krtani dopadło Nadusię. A dziś mnie zaczyna gardło palić żywym ogniem. Oby Tati się dzielnie trzymała...

To nasze piąte Święta Bożego Narodzenia jako małżeństwo i jeszcze ani razu nie udało nam się ich spędzić bez choróbsk:((( Zaczynam podejrzewać, że mój mąż specjalnie łapie choróbska właśnie na czas świąteczny, gdyż nie lubi tego całego świątecznego ferworu i gorączkowego szukania prezentów. Od niego zawsze się zaczyna. Przywlecze jakiegoś paskuda do domu, a my łapiemy od niego:( Mam wielką nadzieję, że jednak któregoś roku szczęście nam dopisze...

Czas miło spędzony, w gronie najbliższych osób. Gwiazdor uznał, iż dziewczynki są wyjątkowo grzecznymi dziećmi i obdarował je mnóstwem cudnych prezentów. I o ile Tati jeszcze nie jest świadoma maggi podarunków, Nadusia zachwycona chodziła przez całe święta. Nawet ledwo żywa, z gorączką 38st.C, nie wypuszczała z rąk swoich nowych koników:) Jej radość i te żywe iskierki w oczach... bezcenne:)

23:07, nastusia81
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 grudnia 2012
Dla tych, co jeszcze czasem zaglądają...

Czasu brakuje mi nieustannie, zmęczenie częściej i mocniej daje się we znaki. Niestety jakoś nie po drodze mi do kompa, więc blog pajęczyną zarósł;/ Ale zapewniam. Jesteśmy, żyjemy:) I mamy się dobrze:) Teraz czas świąt [uwielbiam:)], mąż w domu będzie, więc i ja ciut oddechu złapię, wypocznę, to i może wenę złapię...

A tym czasem...


 

 

21:37, nastusia81
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Mikołaj nie istnieje!

W końcu naprawiono mi komputer. Psuł się ostatnio notorycznie paskud jeden, więc wymieniliśmy mu część bebechów, sformatowaliśmy i mam nadzieję, że w końcu przestanie sabotaże uskuteczniać! Ale do rzeczy...

  • Mikołaja nie ma mamo, ja dostaję prezenty od ludzi! - powiedziała mi Dusia tuż przed 6 grudnia;/

I zonk. Bo skąd niespełna 3 - letnie dziecko ma takie informacje???

Z TV niestety;( Staram się jak mogę, by Dusia jak najmniej spędzała czasu przed tym pudłem, ale nie ukrywam, że od czasu gdy zrobiło się zimno, buro i ponuro i spacery skróciły się do minimum, owo pudło częściej gra. Nie myślałam tylko, że dusiową wiarę w Mikołaja zniweczy stacja dla dzieci. Między bajkami puścili reklamę, w której kobieta przebiera się za Mikołaja i Nadusia już podchwyciła, że tak naprawdę to on NIE ISTNIEJE. A ja tak chciałam, by jak najdłużej zachowała swą dziecięcą wiarę w sympatycznego dziadka z białą brodą.

Szybka burza mózgów z D., co by tu zrobić, by przywrócić realność Mikołajowi. Wpadliśmy na pomysł, by razem z prezentem do bucików małej podrzucić do niej list od Mikołaja, w którym dziękuje on za przygotowanie bucików i zapowiada, że pod wieczór jedni i drudzy dziadkowie przyniosą resztę prezentów, które się nie zmieściły w jej maleńkich kozaczkach. Wieczorem napisałam ów list, pod nim narysowałam dziadka z białą brodą i wąsami, w czerwonej czapie i płaszczu...

6 grudnia wczesnym rankiem zadźwięczał dzwonek do drzwi. To dozorczyni przyniosła kartkę od czynszu (swoją drogą, kto to robi po 7.00 rano???), a ja zaraz po jej wizycie zajrzałam do pokoju Nadusi. Widzę, że się gramoli pod kołderką, niby oczka otwiera, ale chęci do wstania większych nie przejawia.

  • Kto przyszedł mamusiu?
  • To Mikołaj przyniósł prezenty! Nawet w moich i tatusia bucikach coś zostawił!

Byście musieli widzieć minę mojej córci. Oczy jak pięciozłotówki, uśmiech niedowierzania na ustach. I sprint na korytarz, by sprawdzić, czy aby jej nie oszukuję:) I radość ogromna, gdy zobaczyła podarunki:))) List był bardzo trafionym pomysłem! Dzwonek do drzwi nam pomógł ogromnie [wybaczam dozorczyni nieludzką porę roznoszenia korespondencji:)]. Po południu dziadkowie przyszli i mówią, iż Mikołaj zostawił u nich prezenty bo w jej bucikach zabrakło miejsca. A Dusia do nich:

  • Wiem, bo napisał mi w liście, że do mnie przyjdziecie!

I Dusieńka odzyskała wiarę w to, że Mikołaj jednak istnieje:))) Do tego stopnia, iż mówi, że na gwiazdkę też chce prezenty do bucików, a nie pod choinkę!

23:38, nastusia81
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2