Moje szczęścia małe dwa...
RSS
sobota, 30 kwietnia 2011
Co tam u nas...

Jakoś tak zleciał mi ten tydzień i nawet nie miałam czasu zasiąść do komputera, by napisać jakąkolwiek notkę;( Od rana do wieczora siedzimy z Dunią na dworze, z przerwami na jedzonko i drzemkę. Dunia wraca do domu umorusana niemiłosiernie, potargana, rozczochrana, ale szczęśliwa nieprzeciętnie;) Tak się przyzwyczaiła do eskapad na plac zabaw, że jak tylko rano oczęta otworzy i wypije butlę mleczka, to po buciki pędzi, pod drzwiami się ustawia i z łopatką w ręku woła "da da". Matka się cieszy, bo do ludzi wychodzi, dziecię uradowane, bo piaskownica to niezła atrakcja, tylko pralka sapie, ledwo bębnem kręci, bo ostatnio ma strasznie duużżżoo roboty;)))

Święta, święta i po świętach... Objedzeni do granic możliwości, ale szczęśliwi, bo mieliśmy okazję wybyć z domu i spędzić ten czas w gronie najbliższych, ukochanych osób;) Dusia również zadowolona, bo na stole królowały jajka i kiełbaski, a to dwie rzeczy, które moja córcia uwielbia;) Troszkę się obawiałam tej dwudniowej świątecznej "diety", ale Dunia zniosła ją bez problemu, opychała się tymi rarytasami, a o kaszce nawet słyszeć nie chciała:) Na szczęście brzuszek zaakceptował dusiowe kulinarne zachcianki i nie protestował przeciwko zmianom;) Do tego zestaw zabawek dusiowych powiększył swoje rozmiary - ku uciesze córci, a zmartwieniu rodzicielki. Ale co zrobić, skoro obu babciom umysły zaćmiło i jak w szał zakupowy po narodzinach wnusi wpadły, to do tej pory wyjść z nałogu nie mogą! Obawiam się tylko, że wkrótce nasze mieszkanie nie będzie w stanie pomieścić tych wszystkich gadżetów. Czas na remament. Chyba schowam część zabawek do szafy i za jakiś czas je wyciągnę. Tym sposobem odzyskamy odrobinę przestrzeni, a Dusia radować się będzie, gdy je znowu zobaczy...

13:47, nastusia81
Link Komentarze (7) »
czwartek, 21 kwietnia 2011
Kupsztale opanowane;))) Socjalizacja na placu zabaw!

Dziś mogę już napisać, że po kilku dniach walki z wszechogarniającymi kupsztalami moje dziecię sukces odniosło, batalię o swoje zdrowie wygrało. Kupsztale wielkie, "cudnie" pachnące, wylewające się strumieniami z pampersów odeszły w zapomnienie:) Zatem jednak wizja świąt w gronie rodzinnym znów pojawiła się na horyzoncie i mam nadzieję, że tak już zostanie:)

A skoro po biegunce śladu nie ma, a słoneczko mocno przygrzewa, to od wczoraj na placu zabaw się socjalizujemy;) Dziwnie to tak patrzeć na swoje niespełna 14 - miesięczne dziecię, próbujące nawiązać pierwsze znajomości. I tu bardzo dobrze widać, jak różne są matki i ich dzieci pojawiające się na osiedlowych placach dziecięcych uciech. Dusia, nieświadoma jeszcze poczucia własności, chętnie dzieli się swoimi zabawkami z innymi dziećmi, ale równie często spotyka się z niechęcią, gdy to ona próbuje wziąć do łapek wiaderko czy łopatkę jakiegoś kilkulatka. Paskudne pasożyty ukradkiem zabierają dusiowe skarby, a gdy ona, kierowana czystą ciekawością, chce obejrzeć autko czy traktor pasożyta w czerwonej czapeczce, on ze złością mówi: "Oddaj, to moje!" "Nie ruszaj, zostaw!"  Nagle paniusia na szpilkach wstaje z pobliskiej ławeczki, bierze chłopca za rękę, pędem błyskawicy zbiera jego foremki, łopatki, grabki  i inne cuda i mówi: "Choć, pójdziemy się pobawić, gdzie nikt Ci nie będzie przeszkadzał". Nawet słowa nie powiedziała na temat tego, że chwilę wcześniej jej synuś piaskiem sypał po główkach innych maluchów. No tak, przecież on się tylko bawił...

Ale są też miłe chwile. Wtedy wraca mi wiara w ludzi i ich dobre serca, a raczej małe serduszka, bo mowa o ludzikach wzrostem metra nie przekraczających. Pędzi alejką mały chłopiec na samochodziku - jeździku, a że moja Dusia miłość do czterokołowców po tatusiu odziedziczyła to, z  uśmiechem na ustach, wyciąga rączkę w kierunku rajdowca i woła "Bum, bum..."  Chłopczyk jakby tylko na to czekał, podjeżdża pod dusiowe nogi, schodzi z bolida i gestem zachęca ją do próbnej jazdy. Dusia, ciapciusiowata lekko, nie ma pojęcia co zrobić, ale nic nie szkodzi, rajdowiec jej chętnie pomaga. Niewiele większy od niej, łapie ją pod boki i próbuje na jeździk władować (oczywiście asekuruję młodocianych). O dziwo córcia nie protestuje, a nawet jej się chyba podoba;) Po chwili siedzi już na samochodziku i nóżkami zaczyna się odpychać. Chłopczyk cieszy się nie mniej niż ona;) Tak, pierwsza znajomość zawarta;) I to z jakim skutkiem!


14:19, nastusia81
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
My świętować nie możemy;(

Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale zawsze przed okazjami do świętowania, moje dziecko dopada jakieś choróbsko, przez co wizja spędzenia miło czasu z rodzinką odchodzi w siną dal... Tak było przed Świętami Bożego Narodzenia, kiedy to Dusia po kilkutygodniowej walce z wirusami, które do domu przynosił tata, w końcu załapała jakieś paskudzwto, w wyniku czego święta spędziliśmy w domu pod znakiem temperatury, gigantycznego kataru i pokasływania od czasu do czasu. W marcu, niecały tydzień przed urodzinami mojej mamy, mała załapała trzydniówkę i znowu musieliśmy zrezygnować z wizyty u rodziców i maminego przyjęcia urodzinowego;( Na szczęście moja kochana mama postanowiła przełożyć imprezę na tydzień później, także udało nam się skosztować jej urodzinowego tortu;) No a teraz... Niecały tydzień do Wielkanocy, a my dziś znowu byliśmy w przychodni;( Diagnoza - wirus jelitówki;((( Od wczoraj Nadusia walczy z biegunką;( Na początku myślałam po prostu, że coś zjadła, że coś jej zaszkodziło, ale gdy kolejna rzadka kupka pojawiła się w pieluszce, w mej głowie zaświeciła się czerwona lampka. Coś jest nie tak... No i dziś od rana biegunkowo w naszym domu;( Dziecię się męczy, ja co chwila piorę ubranka, kocyki, a nawet tapicerkę na kanapie czyszczę, bo i na niej wylądowało conieco;( Pieluch nie nadążam zmianiać;( No i klops, bo święta tuż tuż, a dziecię choróbsko nawiedziło i trzyma się dusiowego brzuszka, i odpuścić nie chce;( Mam jednak nadzieję, że Nadusia poczuje się  na tyle dobrze, że święta uda nam się spędzić w gronie rodzinnym...

12:36, nastusia81
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Matka na diecie...

Tak, tak... niestety;( I tym razem nie chodzi tu o wymóg przy grypie żołądkowej, ale o zdecydowany nadmiar ciałka;(((

Wiosenne porządki przywróciły domowi jako taki wygląd, czystość i przestrzeń - to zasługa mojego i dusiowego sprzątania nieprzydasiów, które zalegały w ciemnych kątach pokoi;), ale też i zasiały niepokój w matczynym serduchu. O ile przeglądanie i wyrzucanie nieprzydasiów sprawiło mi ogromną radość, to remament w szafie z ubraniami letnimi przyprawił mnie o zawrót głowy i niewesołe myśli. Zimowe obżarstwo i niekontrolowane uleganie pokusom stanowczo negatywnie odbiło się na mych brzuszkowych, biodrowych i udowych centymetrach:( Szok, lekkie niedowierzanie i... Aaaaaaaaaaaaaaa, połowa ciuchów do wymiany, bo szwy trzeszczą, nitki pękają, a gumki zjeżdżają znacznie poniżej pepka, gdyż nie wytrzymują ciśnienia na wysokościach dla nich przeznaczonych:((( Oj, niedobrze, oj, niedobrze;((( A było już tak pięknie, gdy - po urodzeniu Dusi - na skutek antykolkowej diety schudłam i ku mej uciesze ważyłam o 10 kg mniej niż przed ciążą... I co z tego, skoro te utracone kilkogramy ukradkiem powróciły? Ukryte pod zimowymi okryciami nie dawały tak o sobie znać, ale słońce, powiew ciepłego wiatru i plusowa temperatura zachęciły do zrzucenia grubaśnych kurtek, czapek, szali i okazało się, że... Niefajnie mi z tymi dodatkowymi kilogramami i centymetrami;( Ale jakoś też ciężko mi zabrać się za siebie, zacząć ćwiczyć, dietę zmienić. Motywacja jakoś dziwnie mi siada, samozaparcia brak:( Ale dziś wstałam z usilnym postanowieniem, że czas przywołać się do porządku i rozpocząć walkę o siebie:) Zatem zmiana nawyków odżywiania, ruch i woda mineralna od dziś wróciły do mych łask. Musimy się znowu zaprzyjaźnić. I taki mam właśnie zamiar. Do lata jeszcze kilka miesięcy. Może uda mi się pozbyć choć połowę nagromadzonego tłuszyku... Trzymajcie za mnie kciuki, proszę:)

13:36, nastusia81
Link Komentarze (7) »
piątek, 08 kwietnia 2011
Nadusiowe osiągnięcia:)

I kolejny tydzień za nami, nawet nie wiem, kiedy minęły te dni. Po kilku dniach dogadzania sobie, czas było zaopiekować się córcią, tym bardziej, że ostatnio u nas wieje, zimno strasznie, deszczyk pada... A moja córcia umiejętności nowe nabywa. Włazi gdzie się da, pod co się da i na co się da. Często kończy się to upadkiem, na szczęście płaczki rzadko temu towarzyszą. No, ale jeśli już zdarzy się wypadek, to mamine kolana, ramiona i pocałunki to najlepsze lekarstwo na całe zło;) A ja wówczas tulę, całuję, głaszczę i łezki ocieram, by po chwili wypuścić z ramion i pozwolić na dalsze eksplorowanie świata:)

Nie wiem, czego to jest zasługą, ale od tygodnia córcia przesypia prawie całe noce bez pobudek. Najwyżej jedna się zdarza, ale wystarczy wóczas Dusię przytulić lub smoka zapodać, a ona uspokaja się w ciągu kilku sekund i ponownie zasypia. A jeszcze niecały miesiąc temu potrafiła nawet 8 - 10 razy budzić się z płaczem;( Od czasu, gdy nocki przesypia śpi też w swoim łóżeczku. Miałaś rację Haniu, że przyjdzie czas, gdy mała sama zdecyduje, że w mamusiowo - tatusiowym łóżku nie ma dla niej miejsca. I powiem Ci szczerze, że choć często po nocach w trójkącie wstawałam obolała i ścierpnięta, obecnie troszkę tęsknię za wspólnym tuleniem, dziecięcym zapachem i odgłosem dusiowego lekkiego posapywania przez sen;)

Nadusia coraz więcej rozumie, coraz częściej zrozumiale wyraża swoje potrzeby. Buduje też pierwsze, dwuwyrazowe zdania:) Dziś na przykład dałam jej kawałek jabłuszka i poszłam do kuchni piec muffinki na przyjazd mojej bardzo dobrej koleżanki. Po chwili moje dziecię przytuptało do mnie, wyciągnęło rączkę i powiedziało "mama, am". Przychodzi do nas, trzymając buciki i czapeczkę w rączce, i mówi "da, da". Widząc obraz wykolejonego pociągu (wisi u nas na ścianie) mówi "Buuu (jej określenie ciuchci) bam". Gdy wypije cały soczek z butelki, pokazuje nam ją pustą, rozkłąda rączki i już słyszymy "nie ma"... Jak tak dalej pójdzie, to niedługo nas zagada:) Już nie mogę się doczekać:) Tym bardziej, że ponoć ja mówiłam proste zdania, gdy roku jeszcze nie miałam. Może Nadusia talent do mowy odziedziczyła po mamusi?

22:00, nastusia81
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2