Moje szczęścia małe dwa...
RSS
wtorek, 21 czerwca 2011
I znów się pochwalę...

Bo ostatnio zapomniałam, a jest czym;) Nasza Dusieńka od miesiąca zasypia sama samiuteńka w swoim łóżeczku, bez udziału mamy i taty. I to zarówno, gdy nadchodzi czas popołudniowej drzemki, jak i nocnego snu;) Po prostu mówię do niej: "Śpij słodko kochanie, zobaczymy się, jak wstaniesz", przytulam ją mocno, buziaka w czółko daję i siup do łóżeczka. Mała smoka do buzi bierze - niestety jeszcze tak:(, na boczek się obraca i... zasypia;))))) Rzadko zdarzają się jeszcze chwile, gdy płacze i domaga się naszej przy zasypianiu obecności, ale zazwyczaj ma to miejsce, gdy dzień był pełen emocjonujących wrażeń... Także teraz to już w ogóle czuję się wyzwolona;) Odzyskaliśmy z D. wieczory dla siebie;))) No chyba, że mąż na nockę do pracy idzie albo na popołudniowej zmianie jest, ale to zawsze godziny wczesno-nocne miło spędzamy i przypominamy sobie, jak to było, gdy Duni z nami nie było... Jakoś nostalgicznie się robi, co nastraja nas na przytulanki i takie tam;) Ale o tym to dopiero po 22.oo można pisać:)

A moja mała kruszynka taka słodka się zrobiła. Prawie zawsze z uśmiechem na prośby i pytania przeciągle "taaak" odpowiada, chętnie pomaga, zaczęła zabawki do pudła odkładać... Poza tym często buziaki rozsyła, przytula i pieszczot się domaga. Taki czas na wzmożone czułości nam nastał;) I fajne jest to, że nie tylko sama ich potrzebuje, ale i innym (tzn. nam, dziadkom i cioci) też serwuje seanse całuśno - przytulankowe, tak z własnej inicjatywy;) Ach, trwaj chwilo, trwaj...

A dla Madzi specjalnie, bo się tego domagała, fotka z garniturem białych ząbków mojej Dusi. Mała dzielnie pozowała. Co prawda nie wszystkie są widoczne, ale zawsze lepszy rydz niż nic;)

ząbki

14:02, nastusia81
Link Komentarze (14) »
środa, 15 czerwca 2011
Nic się nie dzieje...

Obiecałam pisać częściej, ale problem polega na tym, że nic ciekawego ostatnio się u nas nie dzieje. Dni mijają jeden za drugim, wg schematu śniadanko, spacer, obiad, dżemka i... do wieczora na dworze. Mała szaleje, podłapuje od rówiśników i starszych dzieci kolejne umiejętności, nie zawsze takie, któe cieszą matczyne serce, no ale cóż... Takie życie, zawsze łatwiej naśladować zachowania niewłaściwe - np. plucie czy gryzienie:( Co się potem natrudzę, by wyplenić z mego dziecięcia te złe nawyki, to moje... No, ale są też newsy. Duśka stała się szczęśliwą posiadaczką dwóch kolejnych ząbków, także jej pyszczek zamieszkuje obecnie 14 białych lokatorów. Troszkę się zdziwiłam, bo mowa tu o dwóch dolnych trójkach, a większość moich koleżanek - matek przeklinała czas ich wyżynania. Duśce wylazły bezproblemowo, przynajmniej nie dawała żadnuch oznak dyskomfortu czy złego samopoczucia. Po prostu któregoś dnia zajrzałam do jej buzi, a tam niespodzianka;)

No i nie pochwaliłam się. Jakiś czas temu pisałam, że zaczynam dietę kopenhaską. Później dowiedziałam się o chorobie mamy i zupełnie mi z głowy wyleciało opisać wrażenia i efekty. Prawdopodobnie dlatego, iż w tym czasie skupiałam się na mamie, dietka przeleciała mi niepostrzeżenie i po 13 dniach ubyło mi 7,5 kg! Później zrzuciałam jeszcze kilogram. Niestety ostatnio nadarzyło się wiele okazji do świętowania (dzień dziecka, urodziny szwagra, teścia i męża) i obrzarstwo dało efekt w postaci dodatkowch 3kg, tak więc teraz ostro zaciskam pasa, by nie zaprzepaścić rezultatów dietki:)

13:46, nastusia81
Link Komentarze (5) »
środa, 08 czerwca 2011
Powoli oswajam nową rzeczywistość...

Uczymy się żyć z widmem guza mózgu, który rozpanoszył się w głowie mojej ukochanej Mamy. Zjawił się on niczym upierdliwy, nieproszony gość i nie ma zamiaru sobie iść;( Po chwilach niedowierzania, ogromnej rozpaczy, hektolitrach wylanych łez i setkach pytań "dlaczego?" i "co dalej będzie?" przyszedł czas na powolne godzenie się z diagnozą i naukę współistnienia z oponiakiem. Mama podjęła decyzję, iż podda się półrocznej obserwacji tego gada i później zadecyduje, co dalej, a będzie to zależało od wyników badań. Także zaakceptowaliśmy jej zdanie i staramy się żyć w miarę normalnie. Mama czuje się dobrze, o wiele lepiej niż kilka tygodni temu. Spędzamy razem strasznie dużo czasu, bo nie chcę, by sama siedziała w domu zanim mój tato i siostra wrócą z pracy. Poza tym widzę, jak wiele radości sprawia jej przebywanie z Dunią. Mała łobuzuje nieustannie i nieprzeciętnie, ale śle przy tym miliony uśmiechów, a zaraz potem przybiega do babci by się przytulić albo obdarować ją soczystym buziakiem. Dzięki temu mama zapomina w ciągu dnia o chorobie. Mówi, że najgorsze są wieczory i noce, gdy przebudzi się, a ciemność potęguje strach i napędza czarne myśli, które nijak nie chcą odpuścić i pozwolić jej ponownie zasnąć. Myślę, że minie jeszcze sporo czasu zanim będzie potrafiła je ignorować...

Przez ostatnie tygodnie skupialiśmy się na mamie, a Dunia w tym czasie poczyniła ogromne postępy. Już nie tylko biega po calym domu, ale i chodzi do tyłu, kręci się wokół własnej osi i próbuje skakać;) Troszkę śmiesznie wygląda, gdy kuca, szykuje się do skoku, prostuje nóżki i unosi pupę do góry i... nie wie, co dalej zrobić;) Ale przyjdzie czas, że i tę czynność opanuje do perfekcji. Poza tym rozgadała się strasznie, buźka jej się nie zamyka, mówi dużo z siebie, ale i powtarza coraz więcej wyrazów i to wcale nie łatwych. No i żeby rodzicielce nie było za łatwo, od czasu do czasu funduje jej szkołę przetrwania i skutecznie przyprawia mnie prawie o zawał serca. Tak, żebym za dużo nie myślała o chorobie mamy. Przykłady? Proszę bardzo...

Nie dalej jak tydzień temu biegnie do mnie z wyciągniętą rączką i woła „maammmaaa”. Widzę, że coś mi niesie, więc odpowiadam „słucham cię słoneczko”. Jeszcze nie zdążyłam skończyć zdania, a Dunia leży jak długa na stercie zabawek. Wstaje, rozgląda się, rozkłada rączki i ze zmartwioną minką mówi „nie ma, nie ma...”. „Czego nie ma córeczko?” pytam. Mała ewidentnie czegoś szuka, przewraca zabawki, przesuwa książeczki... W końcu podnosi się i woła „Mam”. Zaglądam do jej rączki, a tam... żywa pszczoła! Poprawka, już ledwo żywa, gdyż ciężkie było jej spotkanie z dusinymi paluszkami. Zabieram jej owada, wyrzucam przez balkon, a me dziecię patrzy na mnie z wyrzutem, jakbym zabrała jej ukochaną zabawkę. Oglądam jej rączki, szukam śladów użądlenia, na szczęście niczego nie znajduję. Nawet nie chcę myśleć, jaka mogłaby być reakcja jej organizmu na jad pszczeli, gdyż jej tatuś, jak tylko dozna owej wątpliwej przyjemności, to od razu pojawia się u niego silny odczyn alergiczny, co często kończy się wizytą na pogotowiu i serią zastrzyków i antybiotyków;(

I kolejny przykład...

Dunia siedzi ze mną w łazience. Ja szykuję się na bóstwo, ona przegląda moją szufladkę z błyszczykami i pomadkami (prawdziwa kobietka;)) Po chwili odwracam się, a moje dziecko całe we krwi! Buźka, rączki, brzuszek, nóżki... Matko Boska, co się stało???? Mała nie płacze, nie krzyczy, tylko nadal się bawi... Z prędkością światła dopadam apteczki, gazikami z wodą utlenioną obmywam ciałko Dusi, by znaleźć źródło krwawienia. Myślałam, że dostała krwotoku z noska, ale buźka już czysta, a czerwonych plam coraz więcej... Wołam męża na pomoc. Na cztery ręce idzie nam szybciej. Lokalizujemy ranę na dusiowym paluszku. Jak ona to zrobiła? Czym? Kiedy? Mnóstwo pytań odpowiedzi brak. Teraz już mała płacze, bo nie podoba jej się plaster założony na paluszku. Oddaję ją w ramiona tatusia, a ja zabieram się za pobojowisko w łazience. Pod szafką znajduję jednorazową golarkę. Mała otworzyła szafkę (jak mogłam tego nie słyszeć???), znalazła nowe opakowanie golarek, poradziła sobie z jego otwarciem i... resztę historii już znacie. Matka wyciągnęła wnioski z przygody, dziecka już nie wypuszcza w rejony łazienkowej szafki, a golarki i inne „niebezpieczne” przedmioty powędrowały na regał, którego Dunia jeszcze przez kilkanaście lat nie dosięgnie...

Moja mała łobuziara, zaraz po wstaniu z łóżka;)

małą

A na koniec dziękuję Wam dziewczyny, które do mnie zaglądacie. I Tobie Haniu, że się dopytujesz i martwisz. Obiecuję, że teraz postaram się częściej szrajbnąć jakąś notkę, choćby króciutką:) A teraz pędzę zajrzeć do Was i poczytać, co nowego się u Was zdarzyło;)



21:56, nastusia81
Link Komentarze (7) »