Moje szczęścia małe dwa...
RSS
wtorek, 30 sierpnia 2011
Nic się nie dzieje;(

Nic się nie dzieje;( Monotonia dnia codziennego jest na tyle nużąca, iż nawet nie mam ochoty o tym pisać. Do tego pogoda nam się popsuła, więc i znacznie mniej czasu na dworze spędzamy. Z utęsknieniem wyczekuję naszej polskiej złotej jesieni, ostatnich ciepłych promieni słońca, kolorowych liści, żołędzi i kasztanów... W tym roku to i Dunia będzie mogła nacieszyć się darami owej pory roku:) A więc czekamy i tęsknimy...

A z dobrych wiadomości, to wczoraj dowiedzieliśmy się, iż Nadunia kolejnego kuzyna/ kuzynkę będzie miała. Owe dziecię ma przyjść na świat w lutym przyszłego roku, to i może razem z naszą córą będzie obchodzić urodzinki:) Już doczekać się nie możemy, a przyszłym rodzicom życzymy, by ciąża A. była dla nich czasem niesamowitych, ciepłych i wzruszających wrażeń;)

13:48, nastusia81
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 sierpnia 2011
18 miesięcy minęło;)

Odkąd na świecie jest mała istotka, która rozświetla nasze życie:) 18 długich miesięcy, które minęły tak szybko... Zatem czas na małe podsumowanie umiejętności dusiowych - tak dla pamięci i co by się troszkę porozczulać i pozachwycać, jaką zdolną mamy córunię:)

1. Jest bacznym obserwatorem. Cokolwiek zobaczy, już musi to mieć, dotknąć, obejrzeć. Naśladuje wiele czynności i ma z tego wielką uciechę:)

2. Ma dobrą pamięć. Jeśli jej coś obiecamy, to musimy dotrzymać obietnicy, bo się tego dopomina. Przykład - ostatnio chciała bawić się spryskiwaczem do kwiatów. Powiedziałam jej, że jak przyjdzie dziadziuś. Skończył się temat spryskiwacza, już o nim nie wspomniała, ale gdy mój tato przyszedł po 2 godzinach, już w drzwiach wołała do niego "dziadziu psik".  

2. Chodzi, nie - już nawet biega jak perszing. Trudno za nią nadążyć, a co za tym idzie i o bezpieczeństwo zadbać. Tym bardziej, iż rzadko się zdarza, by szła spokojnie. Zazwyczaj wygłupy i psoty jej w głowie. Ponadto chyba mała sportsmenka nam rośnie, bo uwielbia być w ruchu i ciągle eksperymentuje w tej dziedzinie. Potrafi już chodzić do tyłu, kręci kółka, podskakuje (nie odrywając się jednak od podłogi, a jedynie uginając kolanka i przesuwając nóżki). Ostatnio nowo odkrytą umiejętnością jest chodzenie na paluszkach.

3. Uzębienie - nadal w liczbie sztuk 16;) "Piątek" na razie nie widać i nic nie wskazuje na to, by się wkrótce ukazały.

4. Rozpoznaje, potrafi wskazać, a nawet nazwać wiele części ciała (głowa, nos, oko, ucho, ząbki, buzia, szyja, brzuch, rączki, paluszki, pupa, nóżki, kolanka, stópki).

5. Gadatliwa się zrobiła nasza Dusieńka, że nie ma co. Buzia jej się nie zamyka, chyba że śpi, a to i wtedy czasami coś do siebie gada;) W domu gada, na spacerze komentuje, co się wokół niej dzieje. Wydaje mi się, że zasób słownictwa ma szeroki jak na półtoraroczniaczka. Wiele wyrazów próbuje powtarzać. Buduje też proste zdania.

Lista najczęściej używanych wyrazów i zwrotów:
mama, tata, baba, dziadziu, ciocia, buja (wuja)
dzidzia, lala, pam (pan), pani
hau, miau, chy (chrum), bee, mu, ko - ko, ka - ka,
hipo (hipopotam), mi (miś), papa (małpa), apka (żabka)
ja, ty, moja/ moje
nie ma, tam, tu, nie, tak, je (jest), dadam (oznaka radości)
bawo (brawo), daj, posie (prosze), cii (cicho)
bu (wszystko, co lata, jeździ), ato (auto), ciuchcia
am (jeść), pi (pić), sok, baban (banan), noko (mleko), ogu (ogór)
pika (piłka), kam (kamyk), kem (krem), katki (kwiatki), kółko, kulki
ketki (kredki), ciuchcia, dom
dwa, tszi (trzy), dugo (dużo), w dół, do góry
pa pa, czee (cześć), oj ty! oj ty!, o nie!                                                               
ała, boli                                                                 
pupa, no (nos), oko, buch (brzuch), gowa (głowa), girki (nóżki), buzia, noga 


tata cho (tata chodź!)
nie ma kem/ pi/ am/ mu... itd.
mama am/ pi (pić)
dugo (dużo) hau/ pan/ katki (piesków/ panów/ kwiatków)
z babą i dziadzią/ tatą/ mamą
dzidzia nyny (śpi)/ am/ pi                                                                                  cista pupa (czysta pupa)                                                                                          ....

6. Potrafi zająć się sobą przez dłuższy czas. Potrafi usiąść i przeglądać książki dla dzieci, opowiadając sobie samej, co jest na obrazkach albo układać klocki Lego Duplo. Lubi też wozić wózkiem swoje lale, karmić je i ziuziać do snu. Zadziwiające jest to, jak wiele w jej zachowaniach widzę moich gestów:) Głaszcze lale, kołysze, wyciera im buzie "po jedzeniu", podaje im smoczka do buzi, całuje, gdy upadną na podłogę... Ku mojej uciesze interesuje się rysowaniem. Codziennie siada z blokiem i grubymi kredkami w ręce i rysuje swoje "obrazy'. Zmienia kolory, rodzaj kreski. Ma się rozumieć, że to tylko "bohomazy", ale serce matki się raduje, iż córcia poniekąd w jej ślady idzie;)

7. Jest bardzo towarzyska. Chętnie bawi się z dziećmi na placu zabaw. Dzieli się zabawkami. Pierwsza wyciąga rączkę do dzieci i mówi "cze". Cieszy mnie to ogromnie, że jest pogodnym dzieckiem, nie stroniącym od kontaktów z innymi dziećmi, że nie boi się ludzi, jest ufna i radośnie wchodzi z nimi w kontakt.

Ach, mogłabym tak jeszcze długo, długo, ale na tym poprzestanę. No, pochwaliłam się moim małym cudeńkiem:) Pewnie wyszłam na matkę - wariatkę, która zbzikowała na punkcie swojego dziecka. A co mi tam, mogę za takową uchodzić. I choć czasem mi ciężko i sił i cierpliwości mi brak, to i tak uważam, że Nadunia najcudowniejsza i najzdolniejsza na świecie jest i nie zamieniłabym się z nikim;)))

Teraz mogę zajrzeć, co tam u Was słychać moje drogie
blogowe
koleżanki.  Zatem zmykam;)

22:17, nastusia81
Link Komentarze (6) »
sobota, 20 sierpnia 2011
Seria nieszczęśliwych wypadków;(

Wczorajszy dzień chciałabym puścić w niepamięć;((( Od rana duchota i skwar niemiłosierny, po południu burza z piorunami i wichurą taką, że pranie z balkonu fruwało po całym osiedlu, a wczesnym wieczorem...

Wchodzę do pokoju Dusi i ślizgam się po czymś mokrym. Zatrzymuję się na dywanie i już chcę skarcić córcię, że wylała na panele herbatkę, gdy wtem mój wzrok ląduje na kanapie. No nie - myślę sobie - tyle to tej herbatki nie miała, by tak mocno zmoczyć i podłogę i kanapę. Jeszcze nie zdążyłam spojrzeć w górę, gdy poczułam, że coś kapie mi na głowę. Podnoszę wzrok i o zgrozo - z sufitu kapie woda, niemalże tak jak w tej reklamie o ubezpieczeniach!!! Po chwili krople lecą już wzdłuż całej ściany! Tapeta mokra, tynk z sufitu leci, panele pływają. Wrzeszczę do D., że sąsiedzi nas zalewają. D. za miski i szmaty się łapie, a ja pędzę na górę i walę w drzwi sąsiadów. Zaraz sąsiad z dwójką dzieci schodzą na dół. Mówi, że wąż od pralki mu się odczepił, ale już wszystko powycierał, więc nie powinno już dużo wody do nas zlecieć. Obiecuje, że oczywiście pokryje koszty remontu, bardzo przeprasza... No cóż, każdemu mogło się zdarzyć. Przyjmujemy przeprosiny, żegnamy się z sąsiadami i zabieramy do sprzątania pobojowiska w dusiowym pokoju. Nie minęło 5 minut słyszę walenie w drzwi. Sąsiadka błaga o szmaty, ręczniki i wiadra, bo teraz wywaliła pompa w tejże pralce i u nich w domu po kostki woda pływa, więc i zaraz do nas poleci. Łapię co popadnie i pędzę na górę pomóc sąsiadom wodę zbierać. Ręczniki i szmaty nasiąkają w ciągu kilku sekund. Wykręcamy je i rzucamy na podłogę. Wiadra zapełniają się w zastraszającym tempie, a ja myślę, skąd do cholery tyle wody? Przecież to niemożliwe, by tyle się w pralce zmieściło, tym bardziej, że już część i tak do nas spłynęła;( Pół godziny walki z żywiołem i u sąsiadów podłoga jest już tylko lekko wilgotna. My za to umorusani i mokrzy - nie wiadomo tylko czy od wody czy od potu. Dawno nie byłam na takiej siłowni. Zmęczona wracam do domu. D. już doprowadził pokój Dusi do porządku. Tapetę dało się uratować, nie odchodzi od ściany, ale sufit nie wygląda za ciekawie;( Jak nic czeka nas szpachlowanie i malowanie;( W przedpokoju też zacieki, ale niewielkie, więc może obejdzie się bez remontu tej części mieszkania. Najgorzej, że nie wiemy, co z łazienką i ubikacją, bo tam mamy podwieszane sufity i nie jesteśmy w stanie sprawdzić, czy woda nie zatrzymała się między poziomami. Zobaczymy za jakiś czas. Jeśli się okaże, że wyjdą rdzawe zacieki albo pleśń, to będzie znaczyło, że jakoś woda od sąsiadów dostała się w te rejony i narobiła szkód:(

A żeby nie było tak "fajnie", to jak już uporaliśmy się z bałaganem i padliśmy zmęczeni na kanapę, to zdarzył się jeszcze jeden wypadek. Dusia psociła się D., zabierała z szuflad różne rzeczy i ganiała po korytarzu. W pewnym momencie potknęła się, straciła równowagę i runęła jak długa uderzając buźką o płytki podłogowe. Krzyk, płacz, histeria i... mnóstwo krwi na buźce mojego dziecka:((( Gonitwa myśli. Co się stało??? Z czego krwawi? Czy ząbki są na miejscu, a jeśli tak, to czy się nie ruszają... Zdenerwowana do granic możliwości próbuję się opanować i namówić córeczkę, by otwarła usteczka. Mała płacze niemiłosiernie, ale posłusznie wykonuje polecenie. "Badam" Dusię. Ząbki na miejscu. Znajduję niewielkie rozcięcie na górnej wardze wewnątrz buzi - miejsce krwawienia. Momentalnie widzę, jak górna warga puchnie i robi się coraz większa. Tulę moje dziecko, by ukoić ból i płacz. Po kilku minutach Nadunia się uspokaja i chyba zapomina o "wypadku". Z usteczkami wielkimi niczym mała Murzynka znów radośnie biega po domu. Ja nadal drżę na myśl, jak to się mogło skończyć;( 

19:28, nastusia81
Link Komentarze (7) »
środa, 17 sierpnia 2011
Jak ja lubię wakacje;)))

Ostatnie pięć dni spędziliśmy nad jeziorem. I choć, jak to w tym roku normalne, pogoda w kratkę była, wypoczęliśmy i oderwaliśmy się od szarej codzienności;) Nadusia nowe znajomości zawarła, z trzyletnią Mają codziennie łobuzowała, a dzięki temu, że przed domkiem mamy, niewielki bo niewielki, ale zawsze, ogrodzony teren, my i rodzice Mai mogliśmy w spokoju rozkoszować się kawką, słodkościami i zimnym piwkiem;) Dziewczynki baby z piasku robiły, lale karmiły i w wózkach woziły, w basenie się wygłupiały... Nadunia jakby ktoś ją zaczarował, apetyt miała za dziesięciu, jadła wszystko i w takich ilościach, że aż nie mogłam uwierzyć;) Mam nadzieję,że już tak jej zostanie! I jedne, co nam się nie podobało, to tabuny komarów, które cięły jak opętane;( Mimo że pryskaliśmy się Offami i tym podobnymi specyfikami, nie uniknęliśmy ataków krwiopijczych małych bestii;( Najbardziej mi żal Nadusi. Ma pogryzione rączki i nóżki, całe policzki w kropkach;( Na szczęście mała niewiele uwagi poświęcała czerwonym, napuchniętym kropeczkom na jej ciałku, a skupiła się na zabawie z Mają i Stasiem (synkiem mojej koleżanki jeszcze z czasów studiów).

Ach, szkoda było wracać, szkoda;( Ale nic straconego, lato się jeszcze nie skończyło i być może uda nam się jeszcze wyrwać nad jeziorko na kilka dni;)

 

1


3

2

13:30, nastusia81
Link Komentarze (5) »
środa, 10 sierpnia 2011
Jak przechytrzyć półtraroczniaka, czyli... zmagania z Dusią - niejadkiem;)

Przez kilka dni głowiłam się, co też mogło wpłynąć na zmianę apetytu Dusi i... nic sensownego nie wpadało mi do głowy. Ale wczoraj zauważyłam, że coraz częściej chwyta kubek, bawi się sztućcami i to nie takimi dzidziuchowymi, a "dorosłymi", więc poszłam na żywioł. Wczoraj zmiksowałam ostatnio zdegradowane mleko z bananem, dziś z malinami. Powstały koktajl przelałam do wysokiej szklanki i wsadziłam tam zwykłą słomkę. Mała piła, aż jej się uszy trzęsły;) Całe porcje zniknęły zanim zdążyłam się obejrzeć;) A wieczorem  Dunia wpałaszowała zwykłe mleczko, w wybranej przez siebie butelce. Fakt, zaledwie 100ml, ale zawsze "lepszy rydz niż nic". Dziś, zamiast zwyczajowej kanapki, zrobiłam małej tosta (stwierdziłam, że skoro wcześniej jadła chlebek, masełko i szyneczkę w formie kanapek, to te same składniki w formie tosta jej nie zaszkodzą) - zjadła go z wielkim apetytem:) Kawałek jabłka również znalazł się w jej brzuszku - ale pokrojony na ćwiartki, które sama gryzła, a nie jak dotąd - w cieniutkie talarki. Tak więc wniosek z tego, iż mojej córci zachciało się zmian w menu i sposobie podawania jedzenia. Będę nadal eksperymentować i wymyślać nowości kulinarne dla mojego szkraba i zobaczymy czy moja teza się sprawdzi. Być może faktycznie znudziło jej się mleko, a w formie koktajli czy budyniu będzie je wcinać? Nie chce jeść chleba, to podam jej tosta, albo jakąś sałatkę z ryżu lub makaronu:) Nic na siłę. Jak zgłodnieje, to sama przybiegnie do kuchni i zawoła "mama am"...

21:48, nastusia81
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2