Moje szczęścia małe dwa...
RSS
piątek, 29 października 2010
Trudne początki...

Nie mówi się głośno o tym, że początki macierzyństwa mogą być trudne. Media lansują młode piękne, wypoczęte i uśmiechnięte mamy, tulące roześmiane, słodkie dzieciaczki. Nikt nie mówi o trudach tego pięknego okresu. A dla nas, mimo wielu pięknych, cudownych i wzruszających chwil, nie był on łatwy... począwszy od długiego i ciężkiego porodu (ale o tym innym razem), na pierwszych tygodniach życia maleńkiej skończywszy. Naszą zmorą były bezdechy...

Pierwszy raz Misia przestała nam oddychać, gdy miała zaledwie 6 tygodni. D. poszedł do pracy, a ja zajęłam się naszą Małą Księżniczką. Przewinęłam dziecię, dostawiłam do piersi... No i jak to bywało od jakiegoś czasu na początku karmienia, mała zachłysnęła się mleczkiem. Musiało ją to mocno zaboleć, może się nawet wystraszyła, bo nagle zaczęła strasznie płakać. W pewnym momencie przestała oddychać. Szok, gonitwa myśli, co zrobić? Klepanie po pleckach, dmuchanie w buźkę, nic nie pomagało. Mała na chwilę odzyskiwała oddech, po to, by wpaść w histerię i znowu przestać oddychać;( Działałam jak w amoku. Przerzuciłam ją przez ramię tak, by miała główkę niżej niż reszta ciałka i delikatnie, lecz stanowczo znowu poklepałam po pleckach. Chwila niepewności... Ulga, zaczęła ładnie oddychać. Misiunia płacze, przytulam ją mocno i kołyszę, by ponownie nie wpadła w histerię... Dopiero, jak córeńka się uspokaja i zasypia w mych ramionach, odkładam ją do łóżeczka, wychodzę do drugiego pokoju i zaczynam ryczeć z głową wtuloną w poduszkę. Puszczają mi nerwy, schodzi stres z ostatnich 20 minut. Nigdy w życiu się tak nie bałam...

Innym razem po kąpieli podałam małej witaminkę D3, przystawiłam do piersi. Płacz, wrzask i... po chwili Misia nie oddycha. Po 10 minutach, bezowocnych wysiłków, by zaczęła normalnie oddychać pada decyzja o wezwaniu pogotowia. Tata wybiega przed klatkę, by lekarze łatwiej do nas trafili. Ja nadal próbuję córcię doprowadzić do tego, by chwyciła oddech. Gdy mi się to udaje, oddaję małą w ręce mamy i już nie hamuję łez, spływają kaskadą po moich policzkach. Wychodzę z pokoju, by córcia nie widziała mnie w takim stanie, nie chcę, by wyczuła moje zdenerwowanie. Pogotowie przyjeżdża w ciągu 10 minut. Lekarka bada małą, stwierdza, że już wszystko w porządku, że wg niej to napady płaczu afektywnego, ale dla pewności zaleca badanie neurologiczne. Maleńka zasypia, a moi rodzice zostają ze mną do czasu, aż D. wróci z pracy. Jestem im wdzięczna za to, że nie zostawili mnie samej...

Takie smutne, szare wspomnienia;(

21:26, nastusia81
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 października 2010
Misiunia – Top Modelka:)

Dzięki babciom „wariatkom” (pieszczotliwie) i dziadkom, którzy nie hamują babć w ich zakupowych szaleństwach oraz cioci Gosi, która kocha swoją siostrzenicę nad życie, nasza Mała Księżniczka ma tyle ciuszków, że każda modnisia może jej pozazdrościć. Istna rewia mody. Mała każdego dnia ubrana jest w coś innego. Niestety Top Modelka rośnie jak na drożdżach i część z tych fatałaszków nie jest już w stanie pomieścić jej niemowlęcych, pulchnych kształtów;) Przyszła zatem pora na remanent... Przeglądałam więc szafę z ubraniami Misi. Wyciągałam po kolei każdy ciuszek z półki, szuflady i nadziwić się nie mogłam, jakie niektóre są maleńkie. Oczy zaszły mi złami na wspomnienie pierwszych dni życia maleńkiej. Jeszcze nie tak dawno niektóre z tych ubranek były na nią znacznie za duże, a teraz mogłyby jej posłużyć za garderobę dla lalek... Dzieci dorastają, rosną, taka kolej losu...

21:42, nastusia81
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 października 2010
Uwielbiam...

Uwielbiam patrzeć, jak D. rozmawia i bawi się z Misią. Wyglądają, jakby tylko oni istnieli, jakby na nich zaczynał i kończył się świat. Miśka wpatrzona w Tatę, oczętami pełnymi zachwytu, z niecierpliwością wyczekuje, gdy on się do niej odezwie, połaskocze, „zje” jej łapki lub wymyśli jakiś inny psikus. Cokolwiek Tata by nie zrobił, spotyka się z żywą, radosną reakcją córci. Śmiechom, piskom i wygłupom nie ma końca. I tylko czasem im zazdroszczę, że tak świetnie się razem bawią, ale nie przeszkadzam moim skarbom. Niech mają dla siebie tę cząstkę świata, w której króluje Mała Księżniczka i jej Tata...

09:44, nastusia81
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 października 2010
Sentymentalnie...

Czas płynie nieubłaganie szybko, zdecydowanie za szybko, by móc się nacieszyć każdą wyjątkową chwilą. Dlatego właśnie przyszedł czas na pisanie tego pamiętnika. Chcę zatrzymać czas, klatka po klatce, by móc za jakieś 100 lat wrócić do cudownych wspomnień...

Pewnej zimowej nocy moje życie wywróciło się do góry nogami... Na świat przyszła nasza ukochana, wytęskniona i wyczekiwana córeczka. Od tej pory już nic nie jest takie jak było... Nie żebym traktowała to w kategoriach straty, wręcz przeciwnie. Misia, swym pojawieniem się w naszej rodzinie,  sprawiła, że dopiero teraz tak naprawdę wiemy, co jest ważne. Minęło już 8 miesięcy, odkąd jesteśmy we trójkę, a mi nadal trudno uwierzyć, że nasze - moje i D. -  marzenie się spełniło, że nasze losy na zawsze połączyła mała Misia...

22:43, nastusia81
Link Komentarze (2) »