Moje szczęścia małe dwa...
RSS
środa, 31 października 2012
:(((

Laryngolog nas nastraszyła. Mocno... Zasugerowała bardzo poważną chorobę. Mamy to sprawdzić w dziecięcej poradni specjalistycznej. Szkoda tylko, że do końca roku nie jesteśmy w stanie się tam dostać. Skończył się im kontrakt z NFZ- em. A jeśli ma rację, to... Nie przejdzie mi to przez gardło... Na razie medycyna nie potrafi sobie z tą chorobą poradzić, ale szybka diagnoza i odpowiednie leczenie dają dobre rezultaty...

Nerwy okropne... Jednak po kilku dniach rozpaczy, wylanym oceanie łez i konsultacji z innym laryngologiem nie bardzo wierzę tej babie. Zarówno nasza pediatra jak i wspomniany laryngolog (cóż że od dorosłych, w końcu mamy to samo co dzieci, tylko ciut większe) zdziwili się bardzo jej podejrzeniami...

Nie zmienia to faktu, iż Tatianka jest mocno zaśluzowana i sama nie jest w stanie się tego cholerstwa pozbyć;/ Masaże drenujące, oklepywanie, inhalacje i leki rozrzedzające wydzielinę w układzie oddechowym jak na razie dają poprawę. Mam nadzieję, że jakimś cudem dostaniemy się do tej poradni jeszcze w tym roku...

Ta niepewność mnie wykańcza:(

Nadusia jakoś próbuje się w tym wszystkim odnaleźć. Chyba wyczuwa nasze zdenerwowanie. Udziela jej się nasz niepokój. Wieczorami daje nam popalić. Częściej płacze, czasami z tak absurdalnych powodów, że aż mi ręce opadają. Wiem jednak, że to tylko "przykrywka", że doświadcza emocji, których do końca nie rozumie. Tulę ją zatem i czekam, aż płaczki lecieć przestaną i powtarzam, że kocham najbardziej na świecie...

21:48, nastusia81
Link Komentarze (16) »
piątek, 26 października 2012
Martwię się okropnie...

Dzisiejsza wizyta w przychodni nie pozostawia złudzeń. Z Tatianką gorzej:( Kaszel krtaniowy, potworny katar, infekcja schodzi niżej na oskrzela;/ Kolejna zmiana leków. Tym razem na takie, których nie można stosować u niemowląt, ale nie ma wyjścia. Trzeba wybrać mniejsze zło.  Mam nadzieję, że w końcu zareaguje na leki. Lekarka zaniepokojona. Daleko na horyzoncie majaczy wizja szpitala...

22:38, nastusia81
Link Komentarze (7) »
czwartek, 25 października 2012
I co?

Tati nadal zasmarkana. W poniedziałek pilna konsultacja z laryngologiem, bo jak stwierdziła nasza pediatra - to nie jest normalne, by niemowlę przez ponad 3 tygodnie miało katar i ŻADNE lekarstwa nie pomagają;/ trochę mnie to martwi:( Mam nadzieję, że to nic poważnego. Koleżanka mi powiedziała, że jej synek miał katar ponad miesiąc i się męczył dopóki... nie wyszły mu pierwsze jedynki. Może i u Tati to jest powodem chronicznego zasmarkania?

Dusia... Oczka podkrążone, charczy, buźką oddycha. kataru nie widać. Wizyta u alergologa zaliczona. Dostałyśmy skierowanie na testy. Na 17 grudnia. Do tego czasu dziecię ma się męczyć, bo nie wiadomo na co jest uczulona i co w związku z tym jej podać;/ Zyrtec nie daje rady. Mała się męczy. Spać nie może, jeść jej ciężko, w czasie zabawy szybko się męczy. Moje słoneczko, wytrzymaj do tego grudnia. Mam nadzieję, że w końcu lekarze Ci pomogą!

Mąż zdrowieje. Jeszcze kaszel go męczy, ale oskrzela już ma czyste. Całe szczęście. Chociaż jedna osóbka nie wymaga już dziennego i nocnego doglądania:)

A ja...

Codziennie wieczorem odczuwam potworne zmęczenie. Do tego jakby w gardle mnie coś drapie, więc profilaktycznie Hascoseptem je płuczę i modlę się, by się nie rozłożyć. Dziś udało mi się wyrwać z domu na 1,5 godziny i zaliczyć pierwsze w życiu zajęcia z ZUMBY. Rewelacyjna sprawa! Wyszłam stamtąd zmęczona, spocona, ale psychicznie tak zrelaksowana, że niestraszne mi były wieczorne domowe obowiązki:)

Czuję wielki niedosyt! Chcę jeszcze!!!

23:27, nastusia81
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 października 2012
A jednak...

Z Tatianką gorzej. Wrócił katar - charczy, ledwo oddychać może, gardło znów czerwone. Kolejny antybiotyk;/ Bidulka znów się męczy. Szczepienie po raz kolejny odłożone w czasie...

Cholera!!!

PS. Przepraszam za przekleństwo, ale tylko takie słowa cisną mi się na usta:(((

22:27, nastusia81
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 października 2012
Szpital cd.

Jeszcze Tati nie skończyła kuracji antybiotykiem (niestety nie zwalczyła infekcji na lekach wspomagających odporność, doszło zawalone gardło i bez antybiotyku się nie obeszło), a mój mąż znowu chory:((( Tym razem nie zwykłe przeziębienie, a zapalenie oskrzeli. Oby dziewczynki od niego znów czegoś nie chwyciły. Już miesiąc mam szpital w domu.

Pomału tracę siły...

22:01, nastusia81
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2